| Trochę o lekcjach języka duńskiego |

Ucząc się za granicą nie powinniśmy tylko koncentrować się na programie, ale poświęcić nasz czas na naukę języka, szczególnie jeśli z danym miejscem chcemy wiązać naszą przyszłość.


Ucząc się za granicą nie powinniśmy tylko koncentrować się na programie, ale poświęcić nasz czas na naukę języka, szczególnie jeśli z danym miejscem chcemy wiązać naszą przyszłość.

Już kilka lat temu podjęłam pierwsze próby nauki Duńskiego, jednak z braku większej motywacji, sposobu nauki, cała akcja szybko się skończyła. Powróciłam pięć lat później.

Moja szkoła oferuję kurs języka Duńskiego ze współpracy z szkołą językową, który dla uczniów BAAA jest całkowicie darmowy i pokrywa on 200 godzin podstawy i jeśli zdamy egzamin, kolejny kurs z bardziej zaawansowanego języka. Oto ulotka, która dostałam na początku szkoły.

Duńczycy cenią sobie osoby, które chcą uczyć się w ich kraju, a następnie w nim zostać na stałe i pracować. Darmowe lekcje są ich „prezentem” na lepszy start.

Zajęcia są dwa razy w tygodniu i trwają 2 godziny, czyli 4 godziny tygodniowo. Zaczęłam w lutym, a w grudniu mam egzamin. To jest okres, w którym powinnam wyrobić się z 200 godzinami.

Spotkania są w dość małych grupach (około 18 osób) i jest to jedna wielka mieszanka ludzi oraz rzeczy, którymi się zajmujemy. Szkoła dostarczyłam nam również darmowe podręczniki i pełno zadań online, do których potrzebowaliśmy login.

Jak wygląda lekcja?

Każde spotkanie składa się z kilku punktów, które nauczycielka, Mette, wypisuje na tablicy. Tak, w Danii zwracamy się po imieniu do nauczycieli. Na początku mamy powtórkę z poprzednich zajęć. Następnie wprowadzenie do nowości, a potem zadania. Słuchanie, pisanie i mówienie, które głównie kończy się śmianiem z najróżniejszych akcentów. Nasza grupa ma ogromne szczęście, ponieważ nasza nauczycielka nie tylko mówi prawie non stop po duńsku, ale również tworzy dla nas mnóstwo gier i zabaw, które wierzcie lub nie ale pomagają nam przyswoić spory materiał w ciągu 30 minut. Na koniec mamy przeważnie zadania przez Internet albo naszą ukochaną i jedną część, którą każdy kocha. Kahoot!

Wcześniej nie wiedziałam co to, ale dzięki naszym lekcjom wiem ile mnie ominęło! Kahoot to quiz „online”, każdy może go stworzyć i tym zajmuje się nauczycielka, następnie wyświetla na tablicy kod do gry. My go wpisujemy i wybieram swoją nazwę, teraz czekamy na start!

Pytania są po duńsku, jak i odpowiedzi. Wygrywa ten, który odpowiedział poprawnie na jak najwięcej pytań i był najszybszy. Na koniec wyświetla się podium z graczami. Każdy z nas siedzi 2 godziny czekając na końcową zabawę lub płacze po cichu, gdy danego dnia nie ma quizu.

Póki co język Duński nie jest dla mnie trudny, jeśli nie liczyć wymowy, która jest tak randomowa, że aż czasami nie idzie skojarzyć słowa mówionego z pisanym. Oczywiście na początku każdy się boi odezwać, jednak podejście naszej mentorki zapewnia nam ogromny luz i na pewno nie czujemy się wyśmiewani. Jeśli czegoś nie wiemy przy zadaniach, nie szkodzi. Ona przeważnie powtórzy setny raz.

Pisanie jest dla mnie bardzo przyjemne, gramatyka do tej pory niczym mnie nie zaskoczyła i jest całkiem logiczna. Co do słownictwa to z pomocą przychodzi mi Duolingo, które serdecznie Wam polecam.

Dajcie znać jeśli chcecie mój login do śledzenia postępów, albo link do naszego Kahoot dla zabawy 😉

 

| Projekt 1.1 – pierwsze zaliczenie |

Jak wyglądają zaliczenia w BAAA? Na co jest największy nacisk i jak powinniśmy pracować? Jeśli jesteście ciekawi o co w ogóle chodzi to zapraszam!

Po miesiącu nauki w Business Academy Aarhus został nam przydzielony pierwszy projekt. Głównym celem było wykonanie microstrony internetowej dla biura podróży, które oferuję wycieczki poza Europę, oraz zaplanowanie nowego miejsca dla klientów lub typu wakacji.
 
Zostaliśmy przydzieleni w 4 osobowe grupy, moja była oparta na podstawie testu osobowości, a na wykonanie całego zadania mieliśmy 2 tygodnie. W całym projekcie chodziło o połączenie ze sobą 4 przedmiotów: Komunikacji, Biznesu, Interakcji i Projektowania. Każdy z nich miał taki sam udział w zadaniu. Jak się do tego zabraliśmy?
 
Mieliśmy pracować z czymś zwanym BabyScrum, jest to sposób pracy oparty na szczegółowym planowaniu. W skrócie, każde spotkanie zaczyna się od przedstawienia co się zrobiliśmy dzień wcześniej na stojąco (nikt nie lubi stać wieczność, więc wszystko idzie szybko i sprawnie), następnie wybrania zadań na dany dzień, które nie powinny zająć więcej niż jedna doba. Pod koniec przedstawienie co zostało zrobione w ciągu dnia i ewentualna praca na kolejny dzień. Jak możecie się spodziewać cały ten sposób działania był bardzo pomocny.
 
Pracowaliśmy z pomocą Basecamp, programu, który pomaga przechowywać pliki i dzielić je z grupą, planować zadania do wykonania oraz różne wydarzenia. Dzięki temu wszystko szło bardzo sprawnie.
Główny nacisk był na pracę w grupie. My, Team Rocket, pracowaliśmy świetnie! Nasze dni nie były stresujące, mieliśmy czas na wygłupy i gdyby odjąć luźne dni lub te wolne to nasz projekt był gotowy już kilka dni przed terminem.
 

 

Oto kilka zdjęć naszej pracy no i link do naszej strony!

Nasza strona!

| Co mnie męczy w Danii? |

Do tej pory tylko chwaliłam Danię. Nie ma jednak miejsc idealnych, dlatego przedstawię Wam minusy jakie dostrzegłam w Danii. Jeśli nie lubicie postów, w których po prostu zrzędzę, to zapraszam w poniedziałek na coś nowego!

 

Jeśli jednak postanowiłaś/łeś ze mną zostać, to znaczy, że tak jak ja lubisz czasem ponarzekać 😉
Przejdźmy więc do sedna!

Pogoda w Danii jest dziwna!

Nie mam na myśli tego, że prawie non stop jest chłodno. Pal to licho! Ale jeśli rano idę na zajęcia w promieniach słońca to mniej więcej w podobnych okolicznościach chciałabym wrócić do domu. A nie! Rano słońce, południe deszcze, wieczór śnieg. Jeśli myślicie, że śledzenie pogody coś da to mam dla Was niespodziankę – nie zawsze!

-5ºC może się okazać o wiele cieplejszym dniem niż 10ºC! Wszystko dzięki cudownemu wiatru, który przeszywa Cię na wylot.

No dobra, zamówię więc cieplejsze ubrania, bo przecież większość czasu jestem na zajęciach itd.

 

Kurierzy…

Może się przyzwyczaiłam, że kurier do mnie dzwoni, kiedy zbliża się z przesyłką, może to kwestia tego, że jest droższy od standardowej wysyłki i mam wymagania…
Ale cholera jasna! Jeśli to jedyna i do tego nie najtańsza opcja to powinnam chociaż mieć prawo coś powiedzieć. Ale nie! W Danii kurierzy wysyłają wiadomość automatycznie około 7-9 rano, że paczka w doręczeniu, Twoją rolą jest modlenie się, żeby trafił w moment, w którym Ty jesteś w domu. Jeśli nie, zastaniesz kartkę z próbą doręczenie. Spodziewaj się jednak, że jutro kurier odwiedzi Cię o tej samej porze, bo przecież po co spróbować o innej porze. Do 3 razy sztuka, potem przesyłka wraca do nadawcy. Ale, ale! Może uda Ci się załatwić odebrania przesyłki w magazynie, który jest około 20 km od Ciebie! Good luck!

No bo przecież wszystko wiadomo.

Jako nie-Dunka muszę załatwiać spora ilość dokumentów. Byłabym bardzo wdzięczna, gdyby większość rzeczy była lepiej opisana albo chociaż gdyby dokumenty dla osób przyjezdnych nie były z instrukcją w języku duńskim… No ludzie!

Podatek to pokryje!

Owszem, podatki Duńczyków pokrywają wiele rzeczy, między innymi lekarza. Jeśli jednak chcesz zwolnienie przygotuj się na opłatę, a potem przygotuj się na szok w pracy/szkole, bo przecież wystarczył telefon lub mejl z notką, że grypsko Cię dopadło. Może się wysmarkać w swoje zwolnienie, bo tutaj nie jest Ci ono w ogóle potrzebne.

Jeg snakker dansk!

Duński. Piękny język… Ale ktokolwiek wpadł na pomysł, żeby połowa liter w słowie była niema miał coś z głową… Ja rozumiem, u nas też „są” tego typu litery. Nasze cz, sz, ch, dż, dź, rz, itd. … Obcym mogą wydawać się dziwne. Jednak tutaj… to kompletnie coś innego! Chcesz komuś złożyć życzenia urodzinowe? Spoko, krzyknij Tillykke med fødselsdag! – innymi słowy „tylyke mel fususdej”…
Uff! Teraz, gdy ponarzekałam czuję się o wiele lepiej. Ten post jest stworzony do narzekania, śmiało wyżyjcie się w komentarzach 😉

| Jak odświeżyć swój pokój bez remontu |

Jeśli tak jak ja w wieku 7 lat kochaliście misie i absolutnie wszystko włącznie z tapetą było z ich motywem, a potem utknęliście z nimi na kolejne 10 lat, to ten post jest dla Was!

Z tymi misiami to tak pól serio. Owszem cały mój pokój był w misiach, jednak nie sądzę, że przez 10 lat. Rozumiecie jednak, że nie robię remontu co roku bo mój ulubiony kolor już nie jest taki „ulubiony” albo coś innego stało się modne. Czasem jednak lubię coś zmienić, a ponieważ zbliża się wiosna (A może już przyszła? W Danii przeżywamy drugą zimę aktualnie) uznałam, że to idealny czas na ten post.
Sercem sypialni jest łóżko, dlatego zawsze dobrze jest przyciągnąć całą uwagę w to miejsce. Aktualnie na rynku jest mnóstwo pięknych pościeli i narzut. Tych bogato zdobionych jak i minimalistycznych. Jeśli masz ochotę na konkretny akcent to to rozwiązanie będzie idealne, wystarczy znaleźć pościel, która go podkreśli i stworzy jedną wielką całość.

To rozwiązanie jest idealne dla wszystkich właścicieli małych pokoi. Lustro – nie tylko daje złudzenie większego pomieszczenia, idealnie odbija światło i dodaje uroku. Możecie wybrać wiele kształtów, przyklejane, wieszane na drzwiach. Opcji tysiące, warto spróbować. Poza tym selfie z sypialni wygląda lepiej niż to z łazienki 😉
Czasami mniej znaczy więcej. Zamiast ramek, ozdóbek i kwiatów ogranicz się tylko do kilku. Ramki na zdjęciach możesz zastąpić sznurkiem, na którym je powiesisz. Całość wyda się lżejsza i mnie przytłaczająca niż ta sama ilość ramek. Zastanów się czy wszystkie figurki muszą leżeć dookoła, może dasz radę je ułożyć w jednym miejscu? Wszystkie kwiaty postaraj się trzymać w doniczkach z podobnym motywem i kolorem, dzięki temu będą do siebie pasować a nasze oko nie wyłapie, jeśli będzie ich za dużo.
Chyba nikogo nie zaskoczę tym, że lampki w magiczny sposób zmieniają nasz pokój. Czasami można też znaleźć takie, które działają na baterie. Nie straszne Ci wtedy burze, brak prądu i inne cuda! Lampki nocne dodaję uroku sypialniom i są praktyczne.
Nie chomikuj! Samemu nie należy do tego typu osób, jednak znam kilku jego przedstawicieli 😉
To, co ma dla Ciebie wartość sentymentalną zatrzymaj. Jeśli jednak te przedmioty nie koniecznie pasują do Twojej nowej wizji, po prostu spakuj do pojemników, koszyków, a następnie trzymaj blisko. Jednakowe kosze pozwolą Ci utrzymać wszystko w ryzach, co to tego jak wygląda ich wnętrze… Cóż, my tego nie widzimy 😉
Co do rzeczy, które w jakiś sposób wylądowały u Ciebie, zbierają tonę kurzu i w sumie to nie masz pojęcia do czego Ci się mogą przydać oddaj, sprzedaj, cokolwiek! Tobie to już nie będzie potrzebne.
Wszystkie te zmiany są świetne, ale co z tego jeśli nasze meble nie są już w najlepszym stanie, a nie koniecznie możemy je wymienić? Mam też coś dla Was! Zorientujcie się czy możecie je przemalować, okleić albo wymienić uszkodzone fragmenty. Jest to pewien wydatek, ale na pewni mniejszy niż generalna wymiana wyposażenia.

Jeśli masz nadmiar mebli spróbuj je sprzedać lub oddać komuś, kto będzie ich potrzebował. To samo w drugą stronę, szukasz czegoś? Przeglądaj grupy na facebook’u, gdzie członkowie tego samego miasta wystawiają swoje przedmioty. Może upolujesz jakąś perełkę 😉 
To wszystko na dzisiaj. Chwalicie się swoimi pokojami na Instagramie i oznaczajcie mnie!

| Jak być produktywnym? |

Umiejętność organizacji swojej pracy jest bardzo ważna, to samo tyczy się przygotowania materiałów potrzebnych do jej wykonania. Jeśli jednak nie nastawimy się odpowiednio, nic z tego nie wyjdzie. Jak więc być produktywnym?

Ogólnie uważam, że się za zorganizowaną osobę, która raczej coś zaczyna i kończy. Zdarza mi się jednak pracować nad czymś co nie do końca mi pasuje, a co za tym idzie, łatwo mi przychodzi porzucić działania w ich trakcie,  zasiedzieć się na youtube albo poświęcić ten drogocenny czas na najlepszą drzemkę świata. Jak temu zaradzić?
Przede wszystkim wybierz miejsce, które najmniej Cię rozprasza. Dla mnie są to dwa miejsca. Moje łóżko, które nie jest najlepszym rozwiązaniem, zaraz Wam wyjaśnię dlaczego, oraz stół w kuchni – wyjście, gdy deadline jest baaaardzo blisko 🙂
Wracamy do łóżka! Ogólnie mówi się, że nie powinno się pracować tam, gdzie się śpi. Nie jest to nieuzasadnione. Sypialnia kojarzy nam się ze snem i podczas pracy możemy odczuwać znużenie o wiele szybciej i chęć długiej drzemki. Działa to też w drugą stronę, jeśli pracujemy w sypialni cały dzień, nocą nie będziemy mogli się tam zrelaksować. Ja jednak spędziłam 4 lata technikum ucząc się na łóżku i z niego pracująca, gdyż nie miałam biurka we własnym pokoju. Sprawdź więc, co jest dla Ciebie najlepszym rozwiązaniem.

Mój tydzień wygląda tak, że średnio cztery dni jestem w szkole, jeden dzień to mój study day, czyli dzień, który mogę poświęcić na naukę z domu no i weekend. Idealny plan na dni wolne to wykorzystać je najlepiej jak tylko mogę! W teorii… Jak to wygląda w praktyce?
Rano muszę spisać, co mam zamiar zrobić danego dnia. Dzięki temu widzę swój cel, ile ich jest i kiedy mniej więcej skończę. Lubię wypisywać je szczegółowo, dzięki temu szybciej wykreślam punkty i czuję się zmotywowana do skończenia reszty zadań.
Im mniej was rozprasza, tym lepiej, dlatego staraj się zawsze pracować w uporządkowanym miejscu. Dzięki temu nie czujesz, że musisz się zająć czymś innym, a jednocześnie najbardziej interesującym tematem jest Twoje zadanie.
Naszykuj sobie coś do picia i przekąskę zanim zaczniesz pracę. Zdarzyło mi się kilka razy wyruszyć w poszukiwaniu soku i wrócić kilka godzin później 😉
Jeśli masz szanse pracować z domu to wykorzystaj ją w stu procentach! Wskocz w wygodny dres, po co cisnąć się w dopasowanych spodniach? Grube skarpety i za duży sweter idą razem w parze 🙂
Określ czy wolisz pracować w ciszy czy lekkim szumie. Ja osobiście preferuję muzykę w tle, serial, cokolwiek. Jednak staram się unikać rozmów. Cisza pozwala mi myśleć o wielu rzeczach na raz, nie koniecznie związanymi z tematem mojego zadania.
Moim ulubionym rozwiązaniem jest lista rzeczy na dany dzień oraz wygodne ubranie. W ten sposób mam poczucie, co muszę zrobić, a luźny strój pozwala mi nie myśleć o tym, że jest to poważna sprawa.
Możecie macie inne pomysły?

| Kurs relaksacyjny |

Witajcie spięci Czytelnicy, zapraszam Was dzisiaj na mój mini kurs relaksacyjny.

Zadania w dzisiejszym poście będą banalne, jednak potrzebna Wam będzie wielka siła i samozaparcie, jesteście gotowi?
Rozejrzyj się dookoła, co widzisz? Jeśli w oczy rzuca się brak harmonii (to jedno krzesło, na którym jest więcej ubrań niż w szafie, cała zastawa z kuchni z kolorowymi bohomazami lub łóżko, które dopiero zostało przedmuchane przez huragan) to wiedz, że nie odpoczniesz. Czym prędzej wstań i uporządkuj wszystko, co nie leży na swoim miejscu.
Wierzę, że jesteś już rozgrzana, jednak spróbuj się porozciągać. Ćwiczenia dobrze wpływają na ciało, a jeśli masz coś pilnego do zrobienia to również odciąga Cię od pracy na jakiś czas 😉
Teraz, gdy Twoja aura nie jest zakłócana przez nieporządek, a ciało zgrało się z umysłem, wyrusz do kuchni w poszukiwaniu czegoś dobrego. W końcu na to zasłużyłaś lub zasłużyłeś. Rozkoszuj się powoli, przecież to kurs relaksu.
Zapewne czujesz się już o wiele lepiej, jednak to nie koniec. Czas na oczyszczenie. I to dosłownie. Weź gorącą, długą kąpiel lub rozkoszny prysznic. Wmasuj w siebie wszystkie ulubione olejki lub po prostu czekaj, aż cała ciepła woda się skończy 😉
Zbliżamy się ku końcowi. Przed Tobą już kilka zadań. Musisz wybrać swój kierunek. Książka czy ekran. Nie spiesz się, pozwól sobie dokonać idealnego wyboru.
Już?
Ostatnią rzeczą jest nastrój. Włącz radio w tle, jeśli Cię to uspokaja. Wskocz do łóżka lub pod koc. Najtrudniejsze z zadań przed Tobą. Wyłącz wszystkie powiadomienia, wycisz telefon. Skoncentruj się na jednej rzeczy i odpocznij.
Dzisiaj post w kompletnie innym wydaniu, ale nie miałam weny wyliczać Wam moich sposobów na odpoczynek w ciągu dnia. Od dwóch dni sklejałam obrazy w Photoshopie, walczyłam z paletami kolorów i próbowałam nie oszaleć. W między czasie totalnie marnowałam czas, robiąc wszystko inne dookoła. Czy Wam czasem też tak trudno się zrelaksować? 🙂

| Drugie urodziny bloga! |

Już dwa lata pisze dla Was. Dziękuję za wsparcie, za tych, którzy czytają moje wypociny od samego początku. Z tej okazji przygotowałam konkurs! Zapraszam!

W tym roku zdecydowałam się na konkurs mejlowy, co by to zachęcić Was do wykazania się 😉
Nie każdy z Was posiada Instagram, Facebook, ale z pewnością macie chociaż jednego mejla, którego możecie wykorzystać, żeby zdobyć świetne nagrody. Tak! Nagrody, ponieważ w tym roku przewiduję dwóch zwycięzców. W końcu to drugie urodziny 😀
Zadanie konkursowe polega na przesłaniu odpowiedzi na to pytanie:

Dlaczego to Ciebie powinnam wybrać?

Do wygrania jest soniczna szczoteczka do twarzy, o której pisałam tutaj, a dla drugiego zwycięscy jej mini wersja. Oba produkty będą nowe i przesłane na Wasz adres prosto z salonu Empik.com.
Czas na resztę informacji!

Termin: od 2 marca 2017 roku, 12.00 do 9 marca 2017 roku, 23.59;

Co należy zrobić:

Zaobserwować bloga oraz zapisać się do Newslettera. Link
Przesłać odpowiedź konkursową na mejl: kontakt.bunny@gmail.com
Dodać na końcu mejla: „Wyrażam zgodę na użycie moich danych osobowych w przypadku wygrania konkursu.

Wzór:

Obserwuję bloga jako … i zapisałam/łem się do Newslettera jako … (podać mejl)Uważam, że…Wyrażam zgodę na użycie moich danych osobowych w przypadku wygrania konkursu


Regulamin:

  1. Nagroda w rozdaniu jest ufundowana przeze mnie.
  2. Każda osoba, które chce wziąć udział w Konkursie, musi postąpić według wzoru zgłoszenia, który został przedstawiony.
  3. Nagroda przeznaczona jest dla 2 osób, a wszelkie koszty związane z przesyłką wygranej ponoszę wyłącznie ja, jako organizator i sponsor Konkursu.
  4. Osoba, która zostanie zwycięzcą zostanie poinformowana w prywatnej wiadomości, pod podanym adresem mailowym.  
  5. Wszystkie osoby, które podczas Konkursu będą mnie obserwowały, a po zakończeniu usuną mnie z listy obserwatorów, będą blokowane i nie będą miały możliwości wzięcia udziału w kolejnych Konkursach na moim blogu. 
  6. Nagroda dotyczy tylko osób mieszkających na terenie Polski.
  7. Jeżeli od osoby, która zostanie przeze mnie wyłoniona i nagrodzona w Konkursie nie otrzymam  informacji zwrotnej odnośnie adresu wysyłki i potwierdzeniu udziału w Konkursie, będzie uważana za nie biorącą udziału w Konkursie. W związku z czym wyłonię kolejną osobę, która brała udział i spełnia warunki Konkursu.
  8. Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

Pamiętajcie nie podawać swoich informacji w komentarzach! Możecie pochwalić się udziałem, jeśli jednak chodzi o dane, to JA skontaktuje się z Wami.
Zapraszam Was serdecznie do udziału, jeśli macie jakieś pytanie to chętnie na nie odpowiem.

| 7 sposobów na dobry poranek |

Znacie to uczucie, gdy wstajecie, słońce pięknie świeci, ptaszki ćwierkają, a z kuchni czujemy zapach gorącej kawy i ciepłego śniadania? Nie? W takim razie ten post jest w sam raz dla Ciebie!

 Skoro już określiliśmy w czym leży problem to teraz przychodzi moment, w którym przedstawiam Wam moje sposoby na udany poranek.
 

1. Naszykuj ubrania dzień wieczorem

Wiem, wiem, brzmi jak coś co mama mówiłam nam codziennie wieczorem, ale wierzcie mi, że to pomaga. Ile razy wybiegałyście drogie Panie (i Panowie?) z domu w ostatniej chwili, bo jednak wybranie czegoś przyzwoitego zajęło Wam nieco więcej czasu? Jeśli chociaż raz, to pamiętasz jakie wtedy uczucie nam towarzyszy. A może tego uniknąć szykując wszystko tuż przed snem, może z małym wybiegiem, dzięki czemu wiemy czy wszystko się trzyma całości 😉

2. Spakuj wszystko co potrzebujesz wieczorem

Podobnie jak w pierwszym punkcie. Mniejszy stres rano, mniejsza szansa, że coś zapomnimy. Zdaję sobie jednak sprawę, że czasem nam się nie chce, coś nie jest jeszcze gotowe, ale na to też jest sposób. Spisz wszystko na małą karteczkę i naklej na lodówkę, lustro, cokolwiek, co z pewnością wpadnie Ci rankiem w ręce.

3. Zrób drugie śniadanie wieczorem

W tej euforii spowodowanej całym tym wolnym czasem nad ranem możemy zapomnieć o przekąsce na później. Ja przeważnie szykuję wieczorem, dzięki czemu rano mogę przyrządzić sobie dobre śniadanie i zjeść je spokojnie. Najlepiej od razu spakować je rankiem, póki jeszcze krzątamy się w kuchni.

4. Zmyj z siebie noc

Wieczorem nakładam na siebie kremy, maseczki i inne cuda. Rano natomiast chętnie je zmywamy. To właśnie rano myję włosy i biorę prysznic. Świeży start o świcie!

5. Pyszne śniadanie z kubkiem gorącego ideału

Sama śniadanie jadam małe i dopiero godzinę po tym jak wstanę. Kawy nie piję, czasem herbatę, ale zawsze, zawsze sięgam po sok pomarańczowy lub wodę z cytryną. Wszystko to robię na kanapie pod puchatym kocem, z jeszcze mokrymi włosami.

6. Poranek z radiem

Jeśli poprzedni punkty nadal nie poprawiły Ci humoru, spróbuj włączyć ulubioną playlistę, która umili Ci te trudne chwile 😉
Zauważyłam, że o wiele szybciej się ogarniam przy ulubionych rytmach, czasem jednak kończy się to małym nieporządkiem.

 

7. Olejki, świece i woski

Zaraz po przebudzenie zapal ulubioną świecę. Tak jak zapach świeżej kawy wyciąga Cię z łóżka, tak inne zapachy mogą pobudzać równie dobrze. Pamiętaj jednak zgasić wszystko przed wyjściem!
To tyle! Mam nadzieję, że Wasze poranki będą od dzisiaj lepsze 😉

| Poznajcie Doktora! |

Wiesz, że Twój związek wkracza na kolejny poziom, gdy decydujecie się na adopcję.

Zgrywam się! 
 
W sumie nie do końca, bo głównym bohaterem będzie mały, uroczy szkrab, którego nazwaliśmy Doktorem.
Jest to kawia domowa, albo jak większość z Nas mówi – świnka morska. Nasz maluch ma jest z Nami od 15 stycznie, czyli trafił do Nas miesiąc po urodzeniu.
Doktor jest prawie cały jednego koloru (ni to brąz, ni to rudy), ma białą łapkę, pyszczek i po prawej stronie białą literę „Y”, która aktualnie się nieco rozlała przez dobrobyt 😉
Jest bardzo żywym prosiakiem, mimo tego, że jest bez innego przedstawiciela gatunku. Należy zdecydowanie do gadatliwych i bystrych. Już po miesiącu rozpracował, który dźwięk kojarzyć z jedzeniem, więc jeśli chcesz go zobaczyć to: otwórz lodówkę, zaszeleść folią albo zacmokaj. Ale uważaj! Jeśli próbujesz tylko zwrócić jego uwagę bądź gotów na pyskowanie.
Na początku myśleliśmy, że jest wybredny, jednak teraz już wiemy, że po prostu nie lubi papryki. Kocha za to natkę pietruszki, marchewkę i jabłko, które wyczuję na kilometr.
Nie pytajcie o imię, bo zostało wybrane tak przypadkowo, że nie mamy na nie dobrego wyjaśnienia 😀
Wydaje mi się, że zdążył się już do nas przyzwyczaić, jednak zdecydowanie nie jest typem pieszczocha, na palcach obu dłoni mogę policzyć ile razy dal się myziać. Podnoszenie również jest off topic, dlatego póki co ograniczamy się do kilku razy w tygodniu, gdy sprzątamy.
Mieliście kiedyś prosiaczka, jeśli tak to piszcie o nich w komentarzach! Jeśli nie, to powiedzcie jakiego zwierzaka macie lub chcecie mieć w przyszłości 🙂