| Lipcowe czytadła – podsumowanie |

Po 6 miesiącach bez książkowego żywota, udało mi się „połknąć” siedem książek tego miesiąca. Oto moje podsumowanie.

Harry Potter i Zakon Feniksa – 3,5/5

Piąta książka serii o chłopcu, który przeżył, najdłuższa, a zarazem pełna detali różniących się od filmu. To one przeszkadzały mi wgryźć się w historię, bo non stop oczekiwałam czegoś innego. W końcu udało mi się przez nią przebrnąć i aktualnie odpoczywam od Pottera.

Jest to najciekawsza część, którą do tej pory przerobiłam (dziewica Potterowa!), wyraźnie czuję, że wkraczamy w mroczniejsze klimaty i powoli odchodzimy od zbierania punktów, meczy i reszty szkolnej sielanki. Jednak po takim „klocku” mam ochotę na przerwę!

Siostry – 4/5

Książka o niesamowitej więzi, jaka łączy bliźniaków i o tym, co się dzieję, gdy jeden z nich znika. Śmierć, straszna tajemnica, zaborczy partner i problemy na tle psychologicznym.

Świetna historia, która wciąga czytelnika już od pierwszych stron. Wyraźnie odczuwalna tajemnica z każdym kolejnym rozdziałem zdaje się być co raz większa, a my siedzimy jak na szpilkach próbując ją rozpracować. Super czytadło na jeden wieczór.

13 powodów – 5/5

Niespodziewanie życie odbiera sobie młoda dziewczyna. Nie zostawia listu, żadnego wyjaśnienia. Ale czy na pewno? W obieg trafiają taśmy. Trzynaście taśm, trzynaście powodów, dlaczego doszło do tragedii. Każde imię oznacza osobę, która przyłożyła się do śmierci Hannah’y. Teraz tylko muszę się o tym dowiedzieć.

Tytuł zapewne obił Wam się o uszy, a to zasługa serialu emitowanego na Netflix. Pamiętajcie jednak, że książka jest z 2007 roku, a show to zaledwie adaptacja, która została bardzo urozmaicona. Czytanie na raz!

Notatki samobójcy – 4/5

Wyobraź sobie, że nagle budzisz się w szpitalu. Nie byle jakim, bo dla osób z problemami o podłożu psychologicznym. No i musisz tam zostać przez 40 dni wśród tych wszystkich wariatów. Bo przecież Ty jesteś inny. Po prostu chciałeś umrzeć, ale nie wyszło.

Historia chłopaka, który zostaje uratowany po nieudanej próbie samobójczej. Dość przewidywalna książka w formie pamiętnika. Dostarcza sporo uczuć, szczególnie na samej końcówce. Zaskakujące wydarzenia, niesamowite postacie. Bardzo dobra książka.

Rook – 3,5/5

Pierwsza część cyklu o nauczycielu klasy specjalnej, który posiada niesamowity dar. Dostrzega to, czego inni nie są w stanie. Wszystko w skutek dawno odbytej choroby, pozostawiającej dar.

Na moim blogu pojawiła się recenzja trzeciego tomu tej serii. Uwielbiam sposób pisania autora, to jak zapiera dech w piersi, gdy czytam jego „kryminały” z nutą zgrozy w tle. Najbardziej cenię sobie wrogów Jimiego (jezu, odmiana tych imion…), którzy nie są całkowicie wyssani z palca, a opierają się na mitach i innych historiach z różnych stron świata.

Kły i pazury – 3/5

Drugi tom cyklu, o którym wspomniałam chwilę wcześniej. Tym razem o bogach nawahów (jeeeeeeezuuuuu…). Równie wciągająca książka, jak dwie pozostałe, które udało mi się przeczytać.

Początek jak zwykle zagmatwany, powolny, od połowy jednak wszystko nabiera tempa i ciężko się oderwać. To właśnie sobie cenie w tym cyklu.

Pan Darcy nie żyje – 4,5/5

To miała być kolejna ekranizacja dobrze znanej powieści. Jednak miała się różnić od pozostałych, przede wszystkim aktor grający pana Darcy był totalnym palantem. Nikt nie widział go w tej roli. Wszyscy rozmawiali za jego plecami. Aż tu nagle pan Darcy ginie. Samobójstwo czy morderstwo? W dodatku każdy zdaje się coś ukrywać. O co tu chodzi?

Jak się cieszę, że wyłapałam to cudo w nadmorskim namiocie z książkami. Świetna historia, do samego końca nie wiedziałam co się dzieję. Pisana z różnych perspektyw, które się przeplatają. Tajemnice, które do samego końca ciężko odgadnąć. Niesamowita książka, z nutą polskiego słownictwa i humoru. Zdecydowania świetny zakup!

To tyle! Czy interesuje Was bardziej wnikliwa recenzja, którejś z książek? Bez zdradzania detali!
Jeśli chcecie być na bieżąco z tym, co aktualnie czytam to zapraszam na mój profil na Goodreads.

GOODREADS

| Co to jest Redbubble? – czyli jak sobie dorobić |

Jeśli drzemie w Tobie dusza artysty i nie masz nic przeciwko raz w miesiącu otrzymać kilka groszy to zachęcam Cię do dalszego czytania.


Redbubble to społeczność kreatywnych ludzi, którzy projektują i dzielą się swoimi pomysłami, które można zakupić w wielu postaciach – naklejki, odzież, ozdoby do domu, itp.. Każdy może dołączyć, pod warunkiem, że posiada pełne prawa do zamieszczanych projektów.

Kilka lat temu, gdy zaczęłam swoją przygodę w Redbubble, aby otrzymać wynagrodzenie trzeba było uzbierać 15 euro i na początku każdego miesiąca ta suma była przelewana na nasz paypal. Aktualnie zniesiono tą zasadę i nie ważne ile zdołaliśmy zarobić, nasze zarobki są przesyłane.
W zależności od tego czy dostarczamy klientom tego czego chcą, na Redbubble da się dorobić. Ceny sprzedawanych projektów ustalamy sami w widełkach oferowanych przez stronę, pewien procent sprzedaży również idzie na konto strony.

Sama jestem zainteresowana naklejkami, które sumiennie dodaję do swojego koszyka, w między czasie zapraszam Was do mojego sklepu. Jak tylko otrzymam zamówienie z pewnością poinformuję Was o ich jakości.

SKLEP

Update:
Zrobiłam zamówienie 1 maja i dzisiaj, to jest 23 maj, otrzymałam swoje naklejki.

Jak całość wyglądała?

Po 6 dniach od zamówienia zostało ono wysłane i w ciągu tygodnia miałam je otrzymać. Wiedziałam jednak, że będę dłużej czekała. Gdy jednak minęło 18 dni, skontaktowałam się z obsługą klienta. Odpowiedź miałam w ciągu 1,5h i po kilku mejlach otrzymałam wiadomość, że jest im bardzo przykro, i że skompletują moje zamówienie jeszcze raz – to zostało wysłane na drugi dzień. Na końcu mejla widniał dopisek, że jeśli nagle pojawią się u mnie oba zamówienia, jedno z nich mam rozdać wśród przyjaciół lub oddać np. do sierocińca ? Bardzo przyjemna firma!

Nie mam pojęcia, które zamówienie do mnie dotarło, co nie zmienia faktu, że jestem pod ogromnym wrażeniem.

Naklejki nie są z taniego papieru, przypominają i zdecydowanie pachną jak gumowe materace, które tak często widzimy nad morzem. Są grube, klej jest porządny, a mimo to nie zostawia śladów. Świetnie klei się do lekko chropowatych nawierzchni.

Naklejki są lekko matowe z białą ramką dookoła. Co do jakości wydruku, dwie przyszły nieco gorszej, ale jestem w stanie uwierzyć, że była to wina osoby, która dodała plik.
Ogólnie zamówiłam 24 naklejki.

Koszt:
Bez rabatu – 57,20€
Ze stałym rabatem (4 naklejki -25%, 10 naklejek -50%) – 28,60€
Dodatkowy kod rabatowy -20% (Redbubble często organizuje promocje) – 22.80€
+ koszt wysyłki – 2,11€
Na szczęście miałam dodatkowy kod.

Pomijając dług czas wysyłki jestem bardzo zadowolona. Jakość, cena i kontakt z klientem zdecydowanie na najwyższym poziomie.

Co myślicie o moim nowym laptopie? ?

| Moje ulubione aplikacje cz. 2 |

Bez zbędnych przedłużeń, zapraszam Was do drugiej części postu o aplikacjach, które skradły moje serce.

Oczywiście korzystam z Instagrama, na którym to mam dwa konta. Większość z Was wie, że jest to aplikacja, w której możecie przerabiać zdjęcia i zamieszczać je z opisem. Oryginalnie w rozmiarze 1:1. Od jakiegoś czasu możecie również wysyłać prywatne wiadomości do innych osób, przesyłać im zdjęcia jak i profile innych kont.

Snapchat jest opcją dla osób, które lubią śledzić innych 😉 
Wasi przyjaciele zamieszczają krótki filmy i zdjęcia, którą są dostępne kilka sekund a potem znikają albo dodają je do story, gdzie są dostępne przez 24h.  Często youtuberzy, piosenkarze i inne znane osoby dzielą się swoim dniem właśnie za pomocą tej aplikacji.
Nie ma Facebooka bez Messengera. Przynajmniej dla mnie. Teraz, gdy jestem nieco dalej od mojej rodziny jest to nasza szybka możliwość kontaktu. Wiecie co można zrobić poprzez ten komunikator, praktycznie nie ma granic.
Oczywiście posiadam też kilka gier i aplikację, w której przerabiam zdjęcia.

Zacznę od VSCO, gdzie zmieniam przeważnie temperaturę moich zdjęć. Posiada ona wystarczająco dużo funkcji, kilka filtrów (niektóre do pobrania za darmo), jeśli przez przypadek zdarzy Wam się usunąć zdjęcie, które przerobiliście to wystarczy otworzyć album w aplikacji, który zapisuje każde dodane zdjęcie, nawet jeśli nie zostało ono poprawione.
Czas na gry! Aktualnie korzystam z czterech.
Tak! Nadal gram w Pokemon GO. Wraz z partnerem dumnie zapełniamy nasz Pokedex i nie spoczniemy dopóki nie odkryjemy wszystkich. To właśnie dlatego codziennie wieczorem jesteśmy na spacerze, jajka się nie wyklują jeśli się nie ruszymy 😉

Wedding odkryłam, gdy leżałam w czasie świąt chora w łóżku i zaraziłam nią partnera, który już pierwszego dnia pobił mój rekord. Gra polega na obracaniu guzików, tak, aby przynajmniej 3 z nich były w jednej linii pionowej albo poziomej. W każdej rundzie musicie zgarnąć większą ilość guzików, a ilość ruchów jest coraz mniejsza, macie to dyspozycji kilka ułatwień, które odblokowujecie, gdy zbierając dane kolory. Jeśli jednak już przegracie, nadal macie szansę jednego dodatkowego ruchu, który nie raz mnie ocalił albo odblokowania nowej postaci, które są naprawdę zabawne. Dodatkowo animacja u góry gry dodaje jej uroku.

Tricky to kolejna gra, którą odkryłam w chorobie i w którą wciągnęłam więcej osób, między innymi tatę narzeczonego i jego siostrę. Ta „gra” zmusza Cię do myślenia poza schematem przez 100 poziomów. Uwierzcie mi, nie raz miałam ochotę rzucić telefonem przez cały pokój. Fakt, przeszłam wszystkie, jednak były one tak „inne”, że aplikacje nadal mam na telefonie i liczę, że niedługo zostanie zaktualizowana.
Ostatnią z aplikacji jest Heads Up!, którą odkryłam tuż przed Sylwestrem. Przyjemna gra dla osób, które znają język angielski i lubią szarady… które są nagrywane! Po każdej rundzie możecie obejrzeć filmik i pośmiać się jak bardzo Wasz partner się starał ułatwić zadanie.
To wszystkie aplikacje, które używam i mam zawsze przy sobie. Większość z nich używam codziennie i mam nadzieję, że Wam się spodobały. Znacie może coś wartego polecenia? Dajcie znać!

| Top 10 książek 2016 roku według mnie |

Rok 2016 okazał się być bardzo dobrym dla książkoholików. Na półkach księgarni ukazało się kilka bardzo ciekawych pozycji, a ja miałam szczęście na nie trafić. W grudniu nie sięgnęłam po żadną książkę, chciałam zakończyć swój rok czytelniczy zwycięstwem, które mogę powtórzyć za rok.

W 2016 roku planowałam przeczytać 30 książek. W poprzedzającym roku moim celem było „pochłonięcie” 25 pozycji i niestety mi się nie udało, zabrakło niewiele. Przy małej motywacji partnera poszłam o krok dalej, a przy swoich chęciach pobiłam swój cel miesiąc przed czasem. 
Rok 2016 zakończyłam z 35 książkami na swoim koncie
Przychodzę do Was z zestawieniem mojej top 10, większość z nich jest na moim blogu. Miłego czytania!

|Recenzja| Koniec gry by Anna Onichimowska | ★★★ |




Tytuł: Koniec gry
Autor: Anna Onichimowska
Wydawca: Literatura
Miejsce wydania: Łódź
Data wydania: 2016
Liczba stron: 208

Ocena: ★★★

Po przeczytaniu książki pt. „Simon oraz inni homo sapiens” postanowiłam sięgnąć po więcej książek o homoseksualizmie. Trafiłam na utwór polskiej autorki, ale jak zwykle miałam nieco większe wymagania.

Sama fabuła jest dość ciekawa. Książka opowiada historię jednego z bliźniaków, Alka, który jak możecie się domyśleć odkrył, że jest homoseksualistom. Wszystko zaczyna się, gdy jego brat nagle ginie, a główny bohater postanawia po wielu latach odwiedzić rodzinę i stawić się na ostatnim pożegnaniu bliźniaka. Właśnie wtedy w jego ręce wpadają dawno zapomniane dzienniki. Zapiski, które do tej pory przechowywał jego brat, zapalony obrońca moralności oraz polskiej kultury. Tak oto wyruszamy w podróż w przeszłość.

Temat godny uwagi, szkoda tylko, że polscy autorzy mają tendencje do pomniejszania tego co ważne. Świat głównego bohatera jest dość rozbudowany. Poznajemy jego dużą rodzinę, dziewczynę oraz pracodawcę. W dodatku bardzo podobało mi się, że Onichimowska dokładnie opisuje, jak to się stało, że Alek odkrył swoją prawdziwą orientacje. Za to wielki plus dla autorki.

Niestety później cała historia stała się tak mało realistyczna… Nie chcę zdradzać fabuły, ale wyobraźcie sobie, że nagle ściga Was policja, wyjeżdżacie do obcego, dalekiego kraju i mieszkacie z Waszym największym idolem. Lubię czytać literaturę fantastyczną, ale to było dla mnie za dużo. Autorka bardzo szybko odbiega od problemu i zmierza ku dziwnym scenom. Nie byłoby to aż tak złe, gdyby nie to, że książka jest dość krótka i jedyne co z niej pamiętam to te mniej ważne, ale za to jak nienormalne fragmenty. Oczywiście wiemy, że wszystko się dobrze kończy już za nim Alek zaczyna czytać pamiętniki, dlatego myślałam, że powieść będzie głównie o trudnościach z jakimi musiał się zmierzyć główny bohater, a tu taka niespodzianka!

Książka ta nie jest dla mnie rozczarowaniem, ale liczyłam, że w pewien sposób zaspokoi moje pragnienie jakie wywołała powieść Becky Albertalli. Po przeczytaniu „Koniec gry” czuję ogromny niedosyt, bo na dobrą sprawę nie wiemy jak toczy się życie głównego bohater, aż to moment tragicznej śmierci brata, czy rodzina w końcu pogodzi się z Alkiem.

Ogólne wrażenie pozytywne, czuję jednak, że autorka nie wykorzystała potencjału swojej historii. Z napisaniem tej recenzji zwlekałam ponad miesiąc, wyszło to książce na dobre, ponieważ nie uważam jej za totalną porażkę, tak jak wtedy.

|Recenzja| Niebezpieczne kłamstwa by Becca Fitzpatrick | ★★★★ |


Tytuł: Niebezpieczne kłamstwa
Autor: Becca Fitzpatrick
Wydawca: Moondrive
Miejsce wydania: Kraków
Data wydania: 11 maja 2016
Liczba stron: 424

Ocena: ★★★★


„Niebezpieczna kłamstwa” jest pierwszą książką tej autorki z jaką miałam do czynienia. Znałam jej wcześniejsze utwory i wiedziałam, że tyle ile czytelników, tyle opinii na ich temat. Stąd nie oczekiwałam wiele po tej powieści. Po raz kolejny w tym miesiącu, zostałam mile zaskoczona.

Na samym początku książki jesteśmy wprost wrzuceni w środek akcji. Nie wiemy co się dzieje. Główna bohaterka, Stella żegna się z ukochanym w jakimś motelu przy drodze, w dodatku są przekonani o podsłuchu. Chwilę później każdy z nich odjeżdża wraz z ochroną w przeciwnych kierunkach. Mają się już więcej nie spotkać. Takie są warunki bycia świadkiem koronnym.

Fabuła książki jest dość nijaka, ale mimo to bardzo mi się podobała. Całość wydawała się niezwykle realistyczna. Raz drżałam ze strachu o Stellę, a innym razem miałam motylki w brzuchu, gdy kręcił się koło niej cud-chłopak. Nie jestem pewna, czy ze strony „policyjnej” wszystko się zgadza, ale część, w której młoda dziewczyna musi zacząć życie na nowo w jakimś małym miasteczku na drugim końcu świata była przedstawiona idealnie. W dodatku sposób pisania autorki powodował, że uczucia Stelli udzielały się również mnie.

Becca Fitzpatrick wykreowała przyzwoity wachlarz postaci, z których każda miała własną historię. Mimo tego, że akcja toczy się w małym miasteczku, to w życiu bohaterów miało miejsce wiele przykrych momentów. To właśnie one ich ukształtowały. Ludzie w „Niebezpiecznych kłamstwach” nie zostali stworzeni, żeby pasować do historii o Stelli. Przez to książką bardzo mnie wciągnęła i nawet jeśli na początku nie mogłam przekonać się do tej młodej dziewczyny, to inni bohaterowie wciąż byli dla mnie interesujący. Największą sympatią zapałałam do Carminy.

Jeśli chodzi o okładkę, to uważam ją za genialną, ale jakoś nie bardzo pasuję mi do naszej historii. Według mnie wprost krzyczy, że książka jest genialnym kryminałem, a tak nie jest. Nie jestem pewna czy na przodzie widnieje Stella, ale jestem prawie pewna, że kilkakrotnie było podkreślane jej cudne brązowe oczy. Na grafice są niebieskie. Jako, że jestem okładkową sroką, ten fakt mnie bardzo razi. Jest to jedyny minus.

Podsumowując, uważam, że książka jest świetną młodzieżówką. Wciąga od pierwszych stron, nie jest wymagająca i bardzo szybko się czyta. Ogromny plus za dość krótkie rozdziały i styl autorki. Uwielbiam bohaterów, których spotkałam na kartach „Niebezpiecznych kłamstw”, za ich prostotę, a zarazem realistyczne usposobienie. Czytając, czułam się jakbym siedziała w południe, w totalnym upale, gdzieś na obrzeżach małego Thunder Basin.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi LubimyCzytać.pl

|Recenzja| Saga Ognia i Wody. Księga trzecia: Mroczny przypływ by Jennifer Donnelly | ★★★★ |

Tytuł: Saga Ognia i Wody. Mroczny przypływ
Tytuł oryginału: Waterfire Saga. Rogue Wave
Autor: Jennifer Donnelly
Wydawca: Zielona Sowa
Tom: 2
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 7 października 2015
Liczba stron: 360

Ocena: ★★


Powoli zbliżamy się do końca przygód Serafiny i jej przyjaciółek, bowiem„Mroczny przypływ” jest trzecim i przedostatnim tomem sagi Ognia i Wody. Tym razem Jennifer Donnelly skoncentrowała się na akcji. Zdrady, miłostki i tajemnice. Powoli wszystko zaczyna układać się w spójną całość. Czy w końcu dowiemy się, kim jest Rafe Mfeme? Dlaczego porywa mieszkańców podwodnych wiosek? I jakim cudem zawsze o krok wyprzedza Czarne Płetwy?

Tym razem autorka pokazała nam mroczną stronę podwodnego świata. Podczas opisywania poszukiwań talizmanów nawiązała do bóstw morskich, upiorów, cmentarzysk, a nawet obozów pracy. Każda z syren ma za zadanie odnaleźć swój artefakt, który znajduje się niedaleko ich rodzinnych stron. Dzięki temu jeszcze lepiej poznajemy główne bohaterki.

Podczas czytania pierwszych dwóch tomów byłam zafascynowana podwodnym światem, ale mimo to porzuciłam cykl na około miesiąc. „Mroczny przypływ” pochłonęłam o wiele szybciej, ponieważ historia, którą w nim przedstawiono, najbardziej mi odpowiadała. Świat przedstawiony został szczegółowo opisany w pierwszym tomie, natomiast trzeci kręcił się tylko wokół akcji i intryg. Jednak na potrzeby poszukiwań talizmanów Donnelly wymyśliła niesamowite legendy oraz stwory, które siały strach w sercach syren.

Jeśli ktoś, tak jak ja, nie jest fanką Serafiny, nie musi się martwić. Tym razem książką została sprawiedliwe podzielona między sześć bohaterek, przez co nie denerwowałam się podczas czytania. Dodatkowo, wszelkie spiski i zdrady były ciekawym urozmaiceniem. Przez to historia nabrała nieco charakteru i nie była tak przewidywalna.

Największym minusem okazały się wątki miłosne. Poza głównym, który dotyczył Serafiny i Mahdiego, pojawiło się kilka nowych. Były one dla mnie bardzo dziecinne, a w dodatku  wzięły się nie wiadomo skąd. Przeważnie autorka wykorzystywała do przedstawienia ich rozwoju zwrotu „kilka dni później”, jakby to miało wyjaśnić uczucie rodzące się między syrenami.

Zauważyłam o wiele mniej śpiewanych zaklęć. Sposób czarowania wywarł na mnie ogromne wrażenie w pierwszym tomie, lecz jego brak w „Mrocznym przypływie” odebrałam dość neutralnie.
Tak jak w poprzednich tomach, rozdziały są krótkie, a duża czcionka poprawia komfort czytania. Nie mogę też odmówić książce pięknego wyglądu. Tym razem udało mi się nie zdrapać srebrnych napisów na przedniej okładce. Po raz kolejny otrzymujemy mapę podwodnych krain, ale niestety nie mamy już słownika z terminologią. Mimo to większość rzeczy zostaje wyjaśniona w ramach przypomnienia.

Czytając trzeci tom, czułam, że zbliżam się do końca tej opowieści. Talizmany powoli się odnajdują i trafiają w różne ręce. Bohaterowie łączą siły i podejmują trudne decyzje. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co przyniesie kolejna część, ale z pewnością będzie to najtrudniejsza misja bohaterek. Powieść „Pomyślne wiatry”, czyli finał sagi Ognia i Wody będzie miała swoją premierę 14 września.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Zielonej Sowie oraz portalowi efantastyka.pl.


|Sierpień| Podsumowanie miesiąca, z małym poślizgiem |

…wrzesień, miesiąc zmian!

Tym razem podsumowanie będzie nijakie. Przeczytałam zaledwie cztery książki, w dodatku na blogu zajdą spore zmiany.
Przede wszystkim dostałam przyjemną pracę, w której grafik jest zmienny, co nie tyle przeszkadza mi w czytaniu, co w pisaniu postów. Wracam późno, a po całym dniu pracy przy komputerze, ponowne siadanie do niego mnie drażni. 
Z racji napiętego harmonogramu, jestem zmuszona zrezygnować ze współpracy z portalem eFantastyka.pl, który był moim pierwszym, poważnym krokiem w blogosferze. Na blogu powinny pojawić się jeszcze recenzje pod ich patronatem, ale będzie to zaledwie kilka.
Od kilku dni wiem, że w końcu doczekaliśmy się z partnerem mieszkania, więc w najbliższych miesiącach znowu będzie trochę podróżowania.
Podsumowanie trochę słabe, ale jest za gorąco, żebym myślała, a w dodatku wolę skoncentrować się na postach, ponieważ najbliższe miesiące będą intensywne! 

Ciach! Krótkie włosy 😀
Szkoła na horyzoncie! 

|Recenzja| Czy jesteś psychopatą? Fascynująca podróż po świecie obłędu by Jon Ronson | ★ |


Tytuł: Czy jesteś psychopatą? Fascynująca podróż po świecie obłędu
Autor: Jon Ronson
Wydawca: Insignis
Miejsce wydania: Kraków
Data wydania: 10 września 2014
Liczba stron: 384

Ocena: 



Kolejna książka Jona Ronsona, autora bestsellera „Człowiek, który gapił się na kozy”. Tym razem dziennikarz został poproszony przez uczoną z zakresu o pomoc w rozwikłaniu zagadki. Tak jak wiele innych specjalistów z branży naukowej, otrzymała ona zaszyfrowaną książkę. Zadaniem Jona jest znalezienie odpowiedzi na pytania związane z tą łamigłówką. To główny powód, dla którego dziennikarz Ronson wkracza w świat obłędu. Na swej drodze spotyka ludzi, udających psychicznie chorych, ważne osobistości oraz osoby zajmujące się katalogowaniem schorzeń psychicznych.

Z tyłu książki widnieją obietnice, że ta historia zapewni nam ogromną dawkę śmiechu i wciągnie już od pierwszych stron. Ja się z tym nie zgadzam.

Rażąca po oczach okładka przyciągała moją uwagę. Styl autora był idealny pod każdym względem, w końcu żonglowanie słowami to jego praca. Mimo to z trudem przebrnęłam przez tę książkę. Z chęcią wymazałabym tę książkę ze swojej pamięci.

Natłok informacji, jakie przekazuje nam Jon Ronson wprowadza tylko zamęt. Przez dłuższy czas starałam się zapamiętać nowe postacie, ich teorie na temat psychozy, ale nim dotarłam do połowy książki, próbowałam zapamiętać tysiące szczegółów, które nie prowadziły do niczego. Historia sama w sobie nie była zła, ale miałam poczucie, że czytam jakąś długą i trudną lekturę szkolną.

Szkoda, ponieważ Ronson pisze o dość ciekawym zjawisku psychopatii. Tłumaczy nam różnicę między osobą chorą psychicznie a psychopatą. Nad pierwszą z nich można pracować, ponieważ jej przypadłość jest schorzeniem. W drugim przypadku mamy do czynienia z kimś, pozbawionym empatii. Jon Ronson w swojej książce przedstawia badania jednego z lekarzy, który udowodnił, że mózg psychopaty działa inaczej. Jest on pozbawiony pamięci, odpowiadającej za kojarzenie pewnych faktów. Przykładem tego były postacie chorych zwolnionych za dobre sprawowanie i poprawę stanu zdrowia, lecz po wyjściu na wolność mordowali. Psychopata się nie zmienia, uczy się zachowania zdrowych, tak jak dziecko poznaje litery alfabetu.

To było jedno z ciekawszych zagadnień w książce, tak samo jako test Hare’a, składający się z dwudziestu pytań mających określić, czy jesteś psychopatą. Nie rozumiem jednak, dlaczego autor, podając tyle ciekawostek, nie wykorzystał ich w lepszy sposób.

Czytając, czułam ogromny niedosyt. Rozpoczynanie kolejnych wątków, nie kończąc lub nie wykorzystując potencjału poprzednich, bardzo mnie irytowało i zniechęcało do dalszej lektury. Nie jestem również w stanie określić, o czym pisał autor. Zagadka zaszyfrowanej książki? Dziwne przypadki szpitali psychiatrycznych? Lub poradnik, który pomoże odpowiedzieć na pytania: Czy jesteś psychopatą?

Podsumowując, Jon Ronson nie jest moim ulubionym autorem. „Czy jesteś psychopatą?” zniechęciło mnie do pozostałych utworów tego pisarza. Wiele informacji nie prowadziło do niczego, a podczas czytania miałam wrażenie, że nie rozumiem lektury. Jest to pierwsza książką, która mnie tak bardzo zawiodła, i z przyjemnością bym o niej zapomniała. Zapowiedzi z tyłu książki były lepsze od samej historii w niej przedstawionej.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Insignis oraz portalowi efantastyka.pl