| Postanowienia na 2017 rok |

Rok 2016 był okresem wyzwań i ogromnych zmian dla mnie. To, co w styczniu było dla mnie pewniakiemw grudniu okazało się przeszłością. Mimo wszystko, uważam, że ten rok był niesamowity i zapraszam Was do przeczytania jego podsumowania oraz moich postanowień na kolejny rok mojego życia.

Zacznę od książek, ponieważ to dzięki nim założyłam bloga. W tym roku chciałam przeczytać 30 książek i udało mi się mile mnie zaskoczyć zdobywając swój cel jeszcze w listopadzie. Pierwsze zwycięstwo! 
Kolejnym osiągnięciem było dla mnie zdanie matury w świetnymi wynikami. Cztery lata ciężkiej pracy w końcu się opłaciły. Po długim odpoczynku udało mi się znaleźć niesamowitą pracę, z najbardziej pokręconymi ludźmi jakich kiedykolwiek znałam. 
Na koniec informacja, że udało mi się dostać na studia i przeprowadzka do Danii. Nowi i starzy przyjaciele, którzy są ze mną nawet teraz, setki kilometrów dalej. Wspólne mieszkanie z narzeczonym. Nie zmieniłabym w ostatnim roku nawet jednej rzeczy 🙂

Czas przejść do nowego roku! W 2017 roku chciałabym się skoncentrować na sobie i mojej małej rodzinie 🙂
Dlatego tym razem mam kilka postanowień Noworocznych dla siebie, chciałabym…

  • Opanować podstawy języka duńskiego,
  • Gotować więcej samemu,
  • Być zorganizowana i korzystać z kalendarza systematycznie,
  • Być samodzielna,
  • Pić więcej wody,
  • Nadal czytać z pasją,
  • Nie spać do późna, chodzić wcześniej do łóżka,
  • Uprawiać sport,
  • Brać udział w wydarzeniach szkolnych jak i miejscowych.

A Wy macie jakieś postanowienia na nadchodzący rok? 🙂 Korzystając z okazji, chciałabym podzielić się z Wami krótkim filmem, który w Danii przyjął się jako tradycja Sylwestrowa. Nie za bardzo wiadomo, dlaczego, ale już od kilku lat tuż przed północą oglądam go wraz z bliskimi.

Życzę Wam, aby nadchodzący rok był równie wyśmienity jak ten, który żegnamy. Oby Wasze wszystkie postanowienia, życzenia i marzenia się spełniły. Niech troski i problemy omijały Was szerokim łukiem, a każdy kolejny dzień przynosił coś dobrego.  Życzę Wam zdrowia i uśmiechu, a wszystko inne przyjdzie z czasem 🙂


| Co dostałam na święta! |

Święta, święta i po świętach! A tyle było przygotowań. Mam nadzieję, że Wasze dni był tak udane jak moje. I aktualnie z przejedzenia czekacie na Sylwestra w wyśmienitych nastrojach. Część z Was, tak jak ja, może dopiero od kilku dni jest w domu i dopiero teraz naprawdę odpoczywa w piżamie 😉

Chyba jedyną rzeczą, jakiej brakowało mi podczas tych świąt, oprócz śniegu, była moja rodzina i przyjaciele. Na szczęście jeszcze miesiąc i przyjadą w odwiedziny!
Dzisiaj przychodzę do Was z haulem świątecznym? Czyli tym co od kilku dni zalewa blogosferę. Zapraszam!
Pierwsze zdjęcie to nagrody z naszej świątecznej gry! W tym roku całkiem szybko się uwinęliśmy 🙂
Kolejny obrazek przedstawia nasze złote prezenty od babci. W Danii, w wigilię na choince płoną prawdziwe świeczki. Te długie ozdoby służą do zamocowania ich na choince,
Przez ostatnie lata podczas świąt otrzymujemy gadżety, przedmioty niezbędne do mieszkania, i w tym roku nie mogło ich zabraknąć! Ręczników od groma, szklanek, dzbanków i ręcznie robionych koszyczków. Do tego pięć kart podarunkowych do Ikea! W dzień wigilii dzieci otrzymują od rodziców jeden mały prezent przy śniadaniu. Tym razem dostałam kabaretki, które będą idealne na sylwestra!
A jak Wasza prezenty? Byliście grzeczni? 🙂

| Zaplanuj kolejny rok z Bunny! + kalendarz |

Koniec roku coraz bliżej, więc powoli zaczynamy przygotowywać się do kolejnego. Dla mnie największym wyzwaniem będzie rozpoczęcie nowej szkoły, a dla Was?
Styczeń zawsze był moim najbardziej zorganizowanym miesiącem, aż do tego roku…

Jakoś rok temu zaczęłam myśleć o maturze, a co za tym idzie o szkole. Dobrze wiedziałam, że czwarta klasa technikum będzie wymagająca, ale dam sobie radę jeśli wszystko bardzo starannie zaplanuję. Przede wszystkim nie chciałam odpuścić sobie nauki na bieżąco, do tego doszły powtórki w szkole i moje własne, a gdzieś w tle jeszcze prowadziłam bloga. Potrzebowałam kalendarza, żebym mogła to wszystko ogarnąć. Ceny porządnych plannerów pozostawiają wiele do życzenia, ale znalezienia jednego idealnego do wszystkiego to było kompletnie inna sprawa. Dlatego pomyślałam, że zrobię własny. I dzisiaj mam zamiar się z Wami nim podzielić! 🙂 

KLIK

W kalendarzu są już zaznaczone niektóre ważniejsze dni, ale można je łatwo usunąć w dowolnym programie. Dni nie są numerowane przez co można używać kalendarza przez kilka lat. Jego wymiary odpowiadają kartce A4, a okienka pomieszczą małe notatki. Miesiące i dni są w języku angielskim, ale nie powinny sprawić nikomu kłopotu.
Jeśli pobierzecie to dajcie mi znać w komentarzu, możecie również oznaczać mnie na zdjęciach, gdy wrzucicie je na Instagram.
Dzisiaj nieco krócej niż zwykle, ale non stop nie ma mnie w domu, a gdy już jestem to zajmuję się wszystkim dookoła. W styczniu jednak posty powinny być dłuższe.
Trzymajcie się ciepło!

| Nasze magiczne święta |

Odliczanie dobiegło końca! Mamy tak długo wyczekiwany dzień, a skoro to czytacie, to macie chwilę odpoczynku przed wieczorem z rodziną albo jesteście już objedzeni i po uszy zakopani w kolorowym papierze po prezentach. W polskich domach wigilia wygląda podobnie, dzisiaj jednak Wam opiszę święta Bożego Narodzenia w Danii!

Niby jeszcze nie święta, ale już wszystko jest przygotowane. Tego dnia rano pakujemy swoje rzeczy na najbliższe trzy dni oraz prezenty. Po południu wyruszamy do rodziny, z którą spędzimy wigilijny wieczór. To właśnie 23-ego grudnia ozdabiamy świąteczne drzewko, jesteśmy totalnymi przeciwnikami planowanie wygląda. Choinka zawsze wygląda, jakby ktoś się potknął z kartonem ozdób i ją nimi obsypał. I taką ją kochamy! 
Jest to również dzień, w którym wraz z narzeczonym pielęgnujemy od kilku lat naszą mała tradycje, a mianowicie oglądamy film animowany „Miasteczko Halloween”. Niech Was nazwa nie zmyli! Oryginalna to „The Nightmare Before Christmas” i właśnie wtedy go oglądamy.

Cały dom pachnie. Wszyscy się cieszą. Pierwsza połowa dnia jest kompletnie luźna. Dopiero wieczorem reszta rodziny zaczyna się zjeżdżać. Na choinkę dokładamy prawdziwe świeczki.
W Danii nie ma stałych świątecznych potraw, jednak deser jest zawsze ten sam. Ryżowo-mleczna papkaz kawałkami migdałów i sosem wiśniowym. To jednak nie wszystko! W jednym z deserów ukrywa się cały migdał i możecie mi wierzyć, każdy pragnie go znaleźć u siebie 😉 
Jest to gra, osoba, która w swojej porcji znajdzie orzeszka otrzyma dodatkowy prezent! Jest on zawsze naszykowany przez właścicieli domu i możecie sobie wyobrazić, jak każdy wygląda podczas powolnego żucia swojej porcji, żeby przypadkiem nie uszkodzić biletu do wygranej 🙂
Potem czas na prezenty! Siadamy niedaleko choinki, a najmłodszy członek rodziny nurkuje pod nią, rozdając paczuszki. Zanim kolejny trafi to swojego właściciela, osoba z upominkiem na kolanach musi przeczytać od kogo go dostała i dopiero rozpakować. Trwa to godziny!
Gdy już uprzątniemy kolorowy papier, przychodzi czas na kolędy. Śpiewamy je dookoła choinki, trzymając się za ręce i tańcząc dookoła. Po tych cudownych wrzaskach, czas na więcej jedzenia!

Jeśli myślicie, że to koniec, to jesteście w błędzie. Tego dnia jedziemy do reszty rodziny. Niby zwykłe świąteczne spotkanie, ale czy na pewno?
Duńczycy postanowili urozmaicić ten dzień kolejną grą! Tym razem każdy gracz, musi przynieść ze sobą około dwa małe prezenty. Mają być śmieszne, dziwne, potrzebne albo totalnie bezużyteczne. Chyba wszyscy wtedy biegną do sklepu Tiger, który jest kopalnią takich gadżetów. 
Prezenty układa się na środku stołu. Jak zawsze wyglądają przepięknie, każdy w innym świecącym papierku, o innym kształcie i rozmiarze. Czas grać!
Gdy pierwszy raz usiadłam do gry, w której wszyscy biorą udział, myślałam: To pewnie dla młodszych członków rodziny.
O jakże się myliłam!
Wszystko zaczyna się od ustalenia czasu rundy. Załóżmy, że przy stole jest sporo osób, więc czas się wydłuża do 5 minut i 47 sekund (trudniej się doliczyć 😉 ). Następnie szukamy dwóch kostek do gry i najmłodszy szkrab zaczyna. Jeśli wyrzuci dwie 6, może wybrać prezent i tak dookoła stołu! Oczywiście może być tak, że nikt nie może nic trafić albo wręcz przeciwnie, czy to oznacza, że prezenty się skończą? Nie! Wtedy zaczyna się istna walka i nie mam na myśli dzieci 😉

Można prosić od prezent od osoby, pod warunkiem, że nie jest on rozpakowany. Kiedy je otwieramy? A no właśnie wtedy, kiedy runda dobiegnę końca. Każdy, kto ma jakiś upominek, powinien go otworzyć. Tylko jeden na rundę!
I tak do ostatniego zapakowanego prezentu, o którego jest największa walka i prawdopodobnie powędruje w każde ręce, zanim zadzwonię dzwonek 🙂
To tyle jeśli chodzi o duńskie święta, różnią się od polskich tradycji, ale nie uważam, że są gorsze.
Jeszcze jedną różnicą jaką znalazłam jest 6 grudnia. Dzień, który nazywamy Mikołajkami. 
W Danii nie jest on obchodzony, ale są niedziele adwentowe. Cztery niedziele przed wigilią dzieci są obdarowywane przez rodziców jednym prezentem co weekend. Prawda, że świetnie?
Mam nadzieję, że Wasz dzień jest równie magiczne jak mój, a post nie jest za długi. Podobają Wam się świąteczne tradycje Wikingów? 🙂

Chciałabym Wam życzyć zdrowych i ciepłych świąt Bożego Narodzenia! Smacznego i trzymajcie się cieplutko! 

| Nie-świąteczna playlista |

Ostatnim razem przygotowałam dla Was listę filmów i piosenek, która wprawią wszystkich w iście świąteczny nastrój, ale co z tymi, którzy potrzebują odpocząć od tego całego hałasu? Otóż mam coś i dla Was! Jakiś czas temu zrobiłam spis moich kinowych hitów, mniejszych lub większych. Zapraszam do listy!

Jak zaraz zauważycie, tym razem podam o wiele więcej filmów przez co odpuściłam sobie piosenki, mam jednak nadzieję, że podział Wam się spodoba.
Na wieczory z winem:
Dziewczyna z przedmieścia (2007)
Łatwa dziewczyna (2010)
Wredne dziewczyny (2004)
Ślubne wojny (2009)
Charlie (2012)
Dziennik Bridget Jones (2001)
Marley i Ja (2008)

„Przykrywka” na gorsze dni, czyli wyciskacze łez:
Titanic (1997)
Oskar i pani Róża (2009)
Chłopiec w pasiastej piżamie (2008)
Życie jest piękne (1997)
Gwiazd naszych wina (2014)
Nostalgia anioła (2009)
Był sobie chłopiec (2002)

„Jezu, co ja polecam!”, czyli najdziwniejsze, a jednak przyjemne:
Fanfan Tulipan (2003)
American Pie (1999)
Straszny film (2000)
Nie zadzieraj z fryzjerem (2008)
Wieczny student (2002)
Austin Powers: Agent specjalnej troski (1997)
The Ridiculous 6 (2015)

Trochę śmiechu, trochę akcji:
Zanim odejdą wody (2010)
Zła kobieta (2011)
Sekstaśma (2014)
Dorwać byłą (2010)
Duże dzieci (2010)
Stażyści (2013)
Bezwstydny Mortdecai (2015)

„Mam ochotę na romansidło!”:
Listy do Julii (2010)
Pretty Woman (1990)
Narzeczony mimo woli (2009)
Hitch: Najlepszy doradca przeciętnego faceta (2005)
To tylko seks (2011)
I że cię nie opuszczę (2012)
Żona na niby (2011)

Planujecie obejrzeć jedną z pozycji? A może znacie wszystkie? Dajcie znać 🙂

| Świąteczna playlista |

Boże Narodzenie lada dzień, więc pewnie większość z Was wpadła w szał pakowania prezentów, pieczenia pierników albo i dekorowania swojego otoczenia. Pamiętajcie jednak, że wszystko pójdzie na nic, jeśli nie poczujecie ducha świąt. Właśnie dlatego przychodzę dzisiaj ze świąteczną playlistą piosenek, jak i filmów.

Zacznijmy od piosenek, które mogą lecieć  tle, gdy Wy się krzątacie po kuchni. Nie śledzę najnowszych hitów, ale z chęcią słucham tych starszych. Głównie stawiam na listy Spotify, ale mam również swoją, która zmieniam prawie codziennie. 
Oto kilka utworów, które namiętnie słuchamy od świtu:

O Holy Night – Il Divo
Little Drummer Boy – Susan Boyle
Blue Christmas – Elvis Presley
Baby, It’s Cold Outside – Glee Cast
Let It Snow! – Frank Sinatra
Mary’s Boy Child – Boney M
It’s Beginning to Look a Lot Like Christmas – Michael Bublé
Christmas Lights – Coldplay
Jingle Bell Rock – The Vamps
Hallelujah – Lindsey StirlingDance of the Sugarplum Fairy – Pentatonix 

Zapraszam Was do zapoznania się z moją świąteczną listą ( KLIK ) oraz jedną z ulubionych ( KLIK ) na Spotify.

Gdy już jednak uporacie się z kolorowymi prezentami, ludziki z piernika będą idealnie pokryte lukrem, a w powietrzu będzie unosił się zapach mandarynek i świerku to znak, że możecie usiąść i odpocząć. Najlepiej przy filmie, który wręcz jest przepełniony magią świąt. Tutaj też mam dla Was listę, może znajdziecie na niej coś nowego, ale przypomnicie sobie o starym, dobrym filmie.

Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy w tym świątecznym szale mogą zrelaksować się przy moich propozycjach, więc już w czwartek przedstawię Wam Nie-Świąteczną playlistę.
Jak spędzacie te ostatnie kilka dni przed Wigilią? Biegacie czy odpoczywacie? 

| Moja lista życzeń – Zima |

Zima to bardzo przyjemny okres, szczególnie jeśli pomyślimy o świętach, chwilę później mamy sylwestra i Nowy Rok, a potem walentynki. Tak się składa, że w lutym są również moje urodziny, to właśnie przez to okres zimowy stał się miesiącami zachcianek. 

  1. Porządna torba, która pomieści kosmetyczkę i laptopa to mój must have. Zależy mi na takiej, która nie wydaje się być worem bez dna… ale dokładnie tyle mieści! Idealna w sytuacji, gdy idziecie po jedną rzeczy, a wynosicie pół sklepu. Poza tym wygodna i pasująca do wszystkiego.
  2. Pędzle. Tym razem nie skuszę się na komplety i inne cuda. Marzy mi się jeden płaski to podkładu, jeden do różu i może bronzera. Trzy pędzelki to jeszcze nie jakiś ogromny wybryk, ale chciałabym, żeby razem wyglądały zgrabnie, nie były za ciężki i nie miały długich trzonków. Włosie mięciutkie i dobrze „trzymające” produkt.
  3. Taaak… jeden z moich droższych wybryków, ale chyba najbardziej usprawiedliwiony. Pod koniec stycznia zaczynam szkołę, a wszystkie zadanie będę wykonywać na laptopie. Będzie to głównie obróbka w programach typu Photoshop, więc potrzebuję czegoś na tyle stabilnego, żeby całość chodziła bardzo płynnie. Do tego kilka moich udziwnień jak matowa matryca, biały kolor obudowy. Mój aktualny laptop sprawia mi trochę kłopotów, które w domu nie są na tyle irytujące, jak mogłyby być w szkole podczas pracy.
  4. Gdybyście mogli zobaczyć moje miejsce do pisania! Jest prawie idealny, brakuję mi tylko małej lampki. I dokładnie taką chcę! Z pomocą przyjdzie nam Ikea na początku stycznia, tym razem moja biała lampka na klips zmieni się w miedzianą.
  5. Bielizny i skarpetek nigdy dość! W wakacje wyrzuciłam wszystkie usztywniane, wypchane biustonosze i przeszłam na soft bras, które nie dość, że są o wiele wygodniejsze, to w dodatku na kobietach, które nie zostały obdarzone większym biustem wyglądają nieziemsko!
  6. Aparat to zachcianka moja i partnera. On, uwielbia robić zdjęcia i jest w tym bardzo dobry. Ja, chętnie bym zamieniła aparat w telefonie na takie cudeńko. Myślę głównie o swoim blogu i postach, ale z pewnością wykorzystałabym w innych celach. Raczej nie zachcianka na już, ale gdzieś w niedalekiej przyszłości?
  7. Kocham Snape, czytam Pottera po raz pierwszy. To oczywiste, że właśnie ta figurka będzie moją pierwszą z tej serii.
  8. Bardzo lubię tworzyć w Gimpie. Od jakiegoś czasu posiadam jednak nowy program, która oferuje opcje malowania/rysowania wraz z natężeniem nacisku. Niestety touchpad
    i myszka nie są w stanie tego wykorzystać, więc dlaczego by nie spróbować z tabletem graficznym?

Czy coś z mojej listy przypadło Wam do gustu? Może jesteście w stanie mi coś polecić? Chętnie się dowiem!  

| 1 dzień – Teatox, wstęp i oczekiwania |

Nowy rok za pasem, więc pewnie niektórzy planują metamorfozy. Mogą one dotyczyć wnętrza Waszego domu, szafy albo… ciała! Tym razem skusiłam się na wszystkie trzy i dzisiaj wprowadzę Was w świat Teatox’u. 

Pierwszy raz z detoksem w postaci herbaty spotkałam się na Instagramie. Był on marki Bootea i reklamowała go pewna dziewczyna. Głównie chwaliła sobie to jak pozytywnie picie ziół wpłynęło na jej cerę, inna natomiast połączyła działanie herbaty z ćwiczeniami i dokumentowała jak zmieniała się sylwetka. Postanowiłam, że spróbuję!
Zaczęłam od poszukania odpowiednika, którego łatwo dostanę w Polsce. Takim sposobem trafiłam na stronę www.teatox.com.pl, która oferuje detoks ziołami, a w swojej ofercie ma dwie pełne kuracje i dwie dzienne.
  • Teatox – Kuracja 28 dni
    Jest to zestaw, na który się skusiłam. W paczce otrzymałam dwie torby herbaty sypkiej. Na dzień, którą należy pić przez okres 28 dni rano, najlepiej do śniadania oraz zioła na noc, które należy parzyć co drugi dzień wieczorem przed snem.


    CENA: 197 zł 127 zł!

  • Teatox – Kuracja 14 dni
    Teatox Morning Boost (14 porcji – na każdy poranek)
    Teatox Night Cleanse (7 porcji – na co drugi wieczór)

    CENA: 127 zł 97 zł!
  • Daytox – 28 dni
    Zawiera tylko zioła na dzień.
    CENA: 99 zł 79 zł!

  • Daytox – 14 dni
    Zawiera tylko zioła na dzień.
    CENA: 59 zł 49 zł!

Przesyłka jest obliczana według Waszego adresu (około 9 zł). Do mojego zestawu miałam okazję dobrać metalowy lub plastikowy zaparzacz, dla osób, które miały okazję wcześniej zamawiać detoks z tej strony mogą wybrać kod rabatowy zamiast przyborów do herbaty.
Czy czegoś się obawiałam?
Tak! Przede wszystkim mam spore problemy z żołądkiem. Często muszę rezygnować z tłustych, ostrych potraw, wszelkich warzyw, których skórka może nie ulec strawieniu, dlatego obawiałam się, że jeśli zioła okażą się nieco za silne, mogę przysporzyć sobie sporo kłopotu. Przede wszystkim naczytałam się sporo o tym, że do herbat na noc często dodaje się zioła, które mogą przeczyszczać. To znowu prowadzi to drugiego problemu z utrzymaniem wagi. W ciągu krótkiego okresu znacznie schudłam i podupadłam na zdrowiu, dlatego wolałam nie ryzykować. 
Zgodnie z tym co piszę producent, żaden ze składników nie wpływa negatywnie na organizm. Jeśli jednak odczujemy niepożądane efekty powinniśmy skrócić czas parzenia herbaty albo kompletnie odstawić jej picie.
Dzisiaj postanowiłam się zmierzyć, ale z racji, że nie posiadam wagi, będziecie musieli zadowolić się tylko kilkoma wymiarami 😉 Zobaczymy czy po 28 dniach „ciężkiej” pracy, któraś liczba spadnie… albo się zwiększy! Dodam tylko, że nie planuję żadnych ćwiczeń, poza codziennymi pracami domowymi i spacerami. Dużą jednak zmianą dla mnie będą stałe godziny posiłków oraz częstsze picie wody, które mogą pozytywnie wpłynąć na ten eksperyment.
Nie mierzyłam się wszędzie, ponieważ wydaje mi się, że tylko wokół talii i bioder mogę odczuć jakąkolwiek zmianę. 
Poranne zioła piłam z połową łyżeczki miodu, jako słodzika. Producent radzi, że jeśli herbata na nie odpowiada to można spróbować ją nieco osłodzić. Ja jednak nie mogę narzekać. Rano miałam ochotę spróbować z miodem, ale nie odczułam intensywnej zmiany. Prawdę mówiąc, sama herbata nie smakuje czymś specjalnym, jest dość neutralna.
Jednak to herbata na noc podbiła moje serce. Smak mięty, działanie melisy, a w tle wyczuwalny korzeń lukrecji. W dodatku mieszanka jest tak dobrana, że nie czułam potrzeby dodania słodziku. Nie odczułam nieprzyjemnych skutków nad ranem. Nie parzyłam jej jednak długo, zaledwie 4 minuty.
Ten wpis dotyczy wstępu i pierwszego dnia. Z pewnością napiszę co nieco na koniec kuracji, czyli za niecały miesiąc, ewentualnie szybciej jeśli uznam, że coś mi się nie podoba. Postaram się jednak informować Was na bieżąco na fanpage’u oraz Instagramie.
Chcielibyście spróbować takiej kuracji? A może ktoś z Was już miał styczność z teatoxem?

| Tydzień po przeprowadzce |

Dzisiaj przychodzę do Was z małym podsumowanie ubiegłego tygodnia, czyli pierwszego w moim nowym domu. Miasto, w którym aktualnie mieszkam jest drugą największą metropolią w Danii, co jest dla mnie ogromną zmianą. Århus, a dokładnie Viby J, bo to w tej części znajduje się nasze mieszkanie, jest przepełnione studentami z najróżniejszych stron świata, nawet Polakami. Nic więc dziwnego, że czuje się jak w domu!

Mieszkamy w blokach przeznaczonych dla uczniów. Mieliśmy ogromne szczęście otrzymać ofertę nieco ponad 1 km od mojej nowej szkoły! Nie będę ukrywać, że jestem z tego ogromnie zadowolona. Poruszanie się w tak dużym mieście nadal sprawia mi kłopot i wolałabym nie próbować dojechać gdzieś samemu.
Przełamałam się jeśli chodzi o robienie zakupów. Wcześniej, chodząc zawsze z partnerem, zrzucałam obowiązek rozmawiania z przesympatycznymi sprzedawcami na niego. Teraz, gdy ktoś się do mnie odzywa, odpowiadam po angielsku, a mój rozmówca szybko podłapuje o co chodzi. Osoba zza granicy nie są nowością w Danii. To chyba przez to tak szybko można się tutaj odnaleźć.
Oczywiście brakuje mi kontaktu z bliskimi, mimo to nie czuje się samotna. Brakuje mi jednak zwierzaka u mego boku. Odkąd skończyłam 4 lata zawsze miałam psa, mysz czy królika blisko siebie. W mieszkaniu jednak mamy zabronione trzymania kota lub psa, a jeśli chodzi o mniejsze zwierzaki to koszt ich utrzymania jest dość wysoki. Tak więc czekamy na bardziej odpowiedni moment.
Nie miałam jeszcze przyjemności spotkać swoich nowych sąsiadów, ani załatwić wiele rzeczy. Jednak mam już stos dokumentów, które muszę wypełnić z racji urzędowania w Danii na okres dłuższy niż 3 miesiące powiązany z nauką. Jeśli jesteście ciekawi jak to wygląda, to dajcie znać.
Z bardziej przyziemnych spraw. Mam zamiar zacząć szukać pracy w styczniu. W ten sposób będę mogła poinformować pracodawców, że rozpoczynam naukę i przedstawić im mój plan zajęć, ponieważ nie chciałabym stracić godzin szkoły.
To chyba na tyle, jeśli chodzi o mój pierwszy tydzień w Århus. Pewnie wrócę do tego tematu za jakiś czas, kiedy będę bardziej samodzielna i rzeczywiście zacznę podbijać nowe miasto.
Balibyście się przeprowadzki daleko od domu rodzinnego? Planujecie naukę za granicą? Napiszcie w komentarzach co o tym sądzicie.

| Dlaczego zmieniłam adres i tematykę bloga? |

Witajcie, po długiej nieobecności, na moim odświeżonym blogu! Jak widzicie nie zmieniła się tylko szata graficzna, ale również główna tematyka samej strony oraz adres pod jakim możecie mnie teraz znaleźć. Nic nie dzieje się bez przyczyny i już Wam wszystko tłumaczę.

Przede wszystkim piszę ten post już ze swoich nowych czterech kątów w Danii. Tak! Jestem po przeprowadzce i to za tym czekałam ze wznowieniem bloga. Uznałam, że w czasie dużych zmian potrzebuję czegoś stałego, a tym jest dla mnie pisania na własnej stronie. Także wróciłam na stałe! Mniej lub bardziej systematycznie 😉
Do tej pory blog był czysto książkowy z jednorazowymi tagami. Nie zrozumcie mnie źle, nadal czytam, nadal sprawia mi to przyjemność, ale… mam już mniej czasu na pisanie sensowych, w miarę gramatycznie poprawnych recenzji. Nie chcę, żeby blog stał się moim obowiązkiem, a raczej miłą chwilą relaksu, dlatego od tej pory książki będą zaledwie jednym z wielu tematów poruszanych przeze mnie. Kolejnym powodem jest to, że nadrabiam starocie i klasyki, o których każdy słyszał i nie ma sensu zaśmiecania Internetu kolejnymi wpisami o danej rzeczy.
Innym powodem zmiany jest po prostu chęć opisywania moich doświadczeń w Danii. Mieszkam w dość dużym mieście, w dodatku lada chwila zaczynam studia o kierunku Multimedia Design and Communication. Mam przeczucie, że to może być coś kompletnie innego niż w Polsce i chętnie podzielę się z Wami moimi doświadczeniami. Kto wie? Może ktoś się skusi J

Wszystkie te tematy nadadzą blogu nieco luźniejszego klimatu, a co za tym idzie będę miała o wiele więcej okazji do pisania „w biegu”. Czyli jest szansa, że posty może i nie będą regularne, ale z pewnością częste. Teraz do nazwy!
Prosta sprawa, mój pierwszy blog był na platformie Tumblr.com i nosi on dokładnie taką samą nazwę jak ten tutaj. Wydaję mi się to logiczne, adres nieco się skrócił. „Review by Bunny” nawiązywała do książek, a nie chciałam wprowadzać nikogo w błąd. Wszystkie strony, w tym Instagram, możecie znaleźć pod nowym tytułem Cup of Bunny. To chyba na tyle J

Od teraz znajdziecie tu wszystko, co mi tylko przyjdzie do głowy opisać. Może znacie tego typu strony? Chętnie zacznę je obserwować!
Trzymajcie się ciepło!