|Recenzja| Smakowita piętnastka by Janet Evanovich | ★★★★ |

Tytuł: Smakowita piętnastka
Autor: Janet Evanovich
Wydawca: Fabryka Słów
Tom: 15
Miejsce wydania: Lublin
Data wydania: 2 marca 2016
Liczba stron: 368

Ocena: ★★★

Żeberka, rekordowa ilość podpaleń i Komandos


Te słowa idealnie oddają treść piętnastego tomu przygód Stephanie Plum. Tym razem głównym celem morderców jest Lula. Miała nieszczęście być świadkiem okrutnej egzekucji sławnego kucharza, który był twarzą sosu barbecue do żeberek. 

Jak możemy się domyśleć, zabójcy szefa kuchni zapamiętali dość specyficzny wygląd świadka tego zdarzenia. Od tamtej pory pomocnica Stephanie jest w ciągłym niebezpieczeństwie. Na początku nie dostrzega powagi sytuacji i postanawia, że sama złapie morderców kucharza i zgarnie za nich ogromną nagrodę pieniężną. Oczywiście Lula nie zapomina o przyjaciółkach, Steph oraz Connie. W zamian za pomoc obiecuje podzielić się pieniędzmi.

W międzyczasie w mieście wszyscy szykują się do konkursu kulinarnego, w którym miał wziąć udział również nasz nieboszczyk. Lula podejrzewa, że zabójcy mogą pojawić się na kulinarnych zawodach. Postanawia więc wziąć w nich udział. Niestety zapomina o tym, że nie umie grillować. Tym razem z pomocą przychodzi babcia Mazurowa, która staje się jej prawą ręką.
Jak zwykle Janet Evanovich spisała się na medal. Jestem pod wrażeniem tego, jak łączy powieść kryminalo-sensacyjną z komedią. Czytając, cały czas miałam wrażenie, że oglądam długo wyczekiwany serial. Zwykle nie jestem fanką długich serii, ale jeśli chodzi o przygody Stephanie Plum, to nie odczuwam niechęci do kolejnych tomów. Autorka ciągle zadziwia nas czymś nowym. Wiemy, że główna bohaterka ma dość niespotykany talent do niszczenia swoich samochodów albo do przykrych wypadków podczas pościgu oskarżonych. Mimo to w każdej części jesteśmy mile zaskakiwani pomysłami pisarki.

W ,,Smakowitej piętnastce” moim ulubionym wątkiem był dziwny związek Komandosa ze Stefcią. Nim się zorientowaliśmy, znów wylądowała w jego sypialni. Korzystała z jego łóżka, łazienki oraz koszul. Mimo to była odporna na jego zaloty. A jednak doczekałam się kilku scen, które przyprawiły mnie o motyle w brzuchu. Nie jestem w stanie pojąć, dlaczego Śliweczka tak zawzięcie broni się przed swoim wybawcą. Pomaga jej w pracy, oferuje własne mieszkanie, pożycza na wieczne nieoddanie samochody i wyznaje miłość! Jego ulubione określenie „dziecino” przyprawia mnie o gęsią skórkę. Prawdopodobnie wiecie już z kim kończy główna bohaterka, a co za tym idzie, dlaczego ta część nie jest moją ulubioną.

Uważam cykl książek o Stephanie Plum za powiew świeżego powietrza. Powieści te są lekkie, przyjemne i czyta się je w mgnieniu oka. Idealna odskocznia od codziennych spraw. Autorka posługuje się pewnym schematem wydarzeń, a mimo to nie jesteśmy w stanie określić, co się zaraz stanie. Uwielbiam sposób, w jaki bohaterowie prowadzą ze sobą konwersacje. Ta książka jest dla mnie kopalnią złotych myśli.


Innymi słowy, wpadłam jak śliwka w kompot i zakochałam się w przygodach Stephanie Plum.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Fabryce Słów oraz portalowi efantastyka.pl

|Tag| Liebster Blog Award |

Tonę, tonę w tagach! 🙂 Głównie na Instagramie, ale tutaj od czasu do czasu też coś się pojawia. Dzisiaj zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez Klaudię z bloga O czym szumią booki. Jeśli chcecie się o mnie czegoś dowiedzieć, to zapraszam do czytania.
Dziękuję za nominację i biorę się do pracy!


„Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował”.

1. Po jaki gatunek literacki sięgasz najczęściej?

Mam nadzieję, że chodzi o to jaka tematyka mnie najbardziej przyciąga i nie wyjdę na niedouka przed maturą. Nie mam takiego, po którego sięgam najczęściej, ale jeśli mam blokadę czytelniczą to jest duże prawdopodobieństwo, że jakiś horror ją przełamie. 
2. Co w czytaniu sprawia ci największą przyjemność?
Każdy może powiedzieć, że obejrzał jakiś film, ale nie każdy ma tyle zaparcia w sobie, żeby przeczytać książkę od deski do deski. Poza tym aktualnie mamy tak ogromny wybór, że ciężko nie znaleźć czegoś dla siebie i się zakochać. A jaka duma, gdy patrzymy na biblioteczkę, a tam stosik naszych własnych książek piętrzący się pod sufit. Zakochiwanie się z bohaterach też ma swój urok. 😉
3. Gdybyś mógł/mogła spotkać się z bohaterem dowolnej książki, kto by to był i dlaczego?
Nie licząc biografii, ani bohaterów serii, których nie dokończyłam (co dyskwalifikuję Snape’a) to pewnie wybrałabym Komandosa z przygód Stephanie Plum. Jestem absolutnie zauroczona i oddałabym… połowę swoich książek, żeby powiedział do mnie: ,,Dziecino.” Tylko połowa, żeby narzeczony nie był zazdrosny. 😉
4. Czym kierujesz się, kupując książkę? (blurb, okładka, recenzje, pierwsza strona,…)
Typowa okładkowa sroka na horyzoncie! Im ładniejsza okładka, tym większe prawdopodobieństwo, że wpadnie w moje dłonie. Potem opisy z tyłu. Ciekawe tytuły również przykuwają moje oko. Recenzje czytam, ale dopiero jak książka robi szał w blogerskiej sferze, trafia na moją półkę.
5. Jaki powinien być według ciebie główny bohater?
Jeśli jest to jeden główny bohater to powinien być typem cwaniaka, który ma niesamowitą gadane. Jakoś nie zwracam uwagi na wygląd, ale uwielbiam jak jest pewny siebie.
Bohaterka powinna być mądra. Nie zakochiwać się w sekundę. Cenie odważne i niezależne bohaterki.
Jeśli jest kilku bohaterów – uwielbiam jak są mieszanką wyżej wymienionych cech.
6. Czytasz podczas jazdy komunikacją miejską?
Od dwóch lat jestem dumnym kierowcą, dwudziestodwuletniego Fiata Uno. Czytam tylko na parkinach, albo gdy ktoś inny prowadzi. Nie przepadam za czytaniem w zatłoczonym autobusie miejskim.
7. Twoja pierwsza ulubiona książka?
Czy tego chcę, czy nie, na myśl przyszła mi książka pt. ,,Oskar i Pani Róża” Érica-Emmanuela Schmitta. Po raz pierwszy płakałam podczas czytania. Sama jednak nie posiadam jej na własnej półce.

8. Czy istnieje książka, którą chciałbyś/chciałabyś przeczytać w oryginale? Jaka?
Pewnie tak jest. Generalnie nie odczuwam różnicy przy czytaniu polskich lub angielskich książek. Jeśli chodzi o inne języki, ze względu na to, że moja ulubiona książka wyszła spod pióra francuskiego pisarza, chciałabym ją kiedyś przeczytać w oryginale. Czuję jednak, że prędzej przeczytam duńskie powieści, niż te pisane w Paryżu.
9. Kim chciałeś/aś zostać, kiedy byłeś/aś dzieckiem?
Chciałam zostać nauczycielką matematyki, a potem języka angielskiego. W tym miesiącu kończę technikum usług fryzjerskich. 😉
10. Czemu zacząłeś/zaczęłaś blogować?
Trochę dla zabawy. Trochę w obawie przed nową maturą ustną. Nie sądziłam, że tak wszystko się potoczy, a już na pewno nie, że będę współpracować w portalem recenzenckim. 
11. Co najbardziej podoba ci się w blogowaniu?
Cała społeczność bookaholic’ów! W mgnieniu oka zostałam przyjęta do ogromnej rodziny i zyskałam przyjaciółki i przyjaciół, którym mogę stękać jak beznadziejnie skończyła się książka, albo jak długo trzeba czekać na kolejną część. Grono książkoholików jest ogromnie sympatyczne i otwarte na nowe osoby. Nie wspominam o tym, jaka to jest mieszanka osób! 🙂
Ufff! To było ostatnie pytanie, teraz moja kolej.
Moje pytania:
1. Jaka ekranizacja według Ciebie jest lepsza od książki?
2. W jakich językach czytasz książki? Jeśli tylko w jednym, jakiego chciałabyś/chciałbyś się nauczyć?
3. Czy słuchasz muzyki podczas czytania? A może jakieś przekąski i herbata?
4. Czy denerwujesz się, gdy książką ma połamany grzbiet?
5. Od jak dawna prowadzisz bloga? Dlaczego założyłeś/założyłaś bloga?
6. Czy lubisz tatuaże? Dlaczego? Jeśli masz podaj ile i/lub jakie.
7. Gdybym był/była zwierzęciem byłby to? Dlaczego?
8. Co kochasz poza książkami?
9. O jakiej porze dnia uwielbiasz czytać?
10. Masz okazję przeprowadzić się do ulubionego, książkowego światu. Gdzie trafiasz?
11. Czy planujesz wybrać się na Targi Książki w tym roku, nie ważne w jakim mieście?
A nominacja trafia do:
Justyny z bloga Livingbooksx
Patrycji z bloga Czytanie we krwii
Niteczka czyta z bloga Za dużo buków
OTA czyta z bloga OTA Czyta

|Recenzja| Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender by Leslye Walton | ★★★★ |

Tytuł: Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender
Tytuł oryginału: The Strange and Beautiful Sorrows of Ava Lavender
Autor: Leslye Walton
Wydawca: Wydawnictwo SQN
Tłumaczenie: Regina Kołek
Miejsce wydania: Kraków
Data wydania: 2 marca 2016

Liczba stron: 304 


Ocena: ★★

Długo zastanawiałam się jak najlepiej opisać tę książkę. Doszłam do wniosku, że autorka użyła kluczowego słowa: osobliwa. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z taką historią. Nie jest to byle romans, nie jest też bardzo poważna. Jest lekka. Niczym piórko.

Tytułową bohaterkę poznajemy dopiero w połowie książki. Celem tego jest wprowadzenie nas do rodziny Lavenderów, a jednocześnie zapoznanie nas z ich tragedią. Pierwszą poznajemy babkę, Emilienne oraz jej bliskich już w latach jej dzieciństwa. Ma ona trójkę rodzeństwa, która bardzo szybko znika z tego świata, ale czy na pewno? Młoda Emilienne posiada dar. Potrafi odczytywać znaki wokół niej i niosące wraz z nimi wiadomości, w dodatku widzi duchy swojego rodzeństwa. 
Kolejną z rodu jest Viviane. Swoje dzieciństwo spędza głównie w towarzystwie partnerki businessowej matki. Emilienne natomiast jest pochłonięta pracą w piekarni. Całe życie towarzyszy jej dar niesamowitego węchu. Nie polega on jednak tylko na rozpoznawaniu składników pieczywa, ale również pogody jaka nadchodzi oraz ludzi i ich zamiarów.
Vivi ma dwójkę potomstwa. Henry’ego, który jest bardzo spokojnym dzieckiem. Do trzeciego roku życia nie odezwał się ani razu. Nikt w zasadzie nie wie na czym polega jego dar. Mówi, gdy czuje, że jest to coś bardzo ważnego. Ma też tendencje do wybierania ulubionych słów. 
,,Emilienne nie do końca miała rację, zakładając, że Henry rozumiał tylko w jednym języku; on po prostu wolał jedne słowa od drugich. Wolał na przykład, kiedy ktoś proponował mu pomoc z jego moufles, a nie ,,rękawiczkami”; zrobił mu na obiad petit pois, a nie ,,groszek”; i pamplemousse, a nie ,,grejpfrut” na luch.”

A jego najlepszym kompanem wydaje się być pies znaleziony w ogrodzie, do którego wypowiedział pierwsze słowo – Trouver, co oznacza ,,znaleźć”. Dlatego tak właśnie go nazwano.
I tu poznajemy jego siostrę, tytułową Avę. Do tej pory w każdym pokoleniu tej wyjątkowej rodziny było coś niesamowitego, ale dar, jakim została obdarzona ta młoda dziewczyna był… osobliwy. Posiadała ona piękne, brązowe skrzydła. Nie była aniołem. Nie potrafiła latać. Sama utożsamiała się z ptakami nielotami. 
Przez wszystkie lata Viviane starała się chronić swoje dzieci przed światem zewnętrznym. Jak możemy się domyśleć nie do końca jej się to udało. Wszystko się zmieniło, gdy nie jaki Nathaniel Sorrow zobaczył anioła w postaci jej córki.
Ród Lavender nigdy nie miał szczęścia do miłości, dlatego kobiety z tej rodziny wiodły łzawe, zatroskane życie. Książka nie pokazuję tylko zauroczonych par. Nie raz jesteśmy świadkiem zbliżeń między bohaterami powieści. Jednymi wynikających z uczucia, innego z poczucia obowiązku. Mimo to, przez całą lekturę, miałam wrażenie, że jest ona lekka. Bohaterowie przychodzili i odchodzili. Zakochiwali się i umierali. W żaden sposób nie czułam ciężaru związanego z tymi wydarzeniami. Nie było to nieprzyjemne uczucie. Podczas czytania byłam spokojna, przynajmniej do połowy powieści.
W książce poruszane są jeszcze dwa inne tematy o trudniejszej treści. Po pierwsze odosobnienie. Viviane chroni Avę przed innymi ludźmi, nie wiedząc jak oni zareaguję na dziwactwo, jakim są skrzydła. W jej oczach, młoda Lavender jest autsajderem, dlatego za wszelką cenę chce ją chronić. Przez długi czas towarzyszyło mi uczucie, jakby to kobiety same na siebie sprowadzały ciężki los. Kategoryzowanie całej społeczności okazało się bardzo tragiczne w skutkach dla Avy. Jednak nie była to tyle jej wina, co według mnie jej matki. 
Kolejnym wątkiem jest religijność. Nie zwracałam na nią większej uwagi dopóki do miasta nie przybył Nathaniel. Przykład tego, jak wiara może zmienić ludzi wierzących w obłąkanych; jak osoba religijna może skrzywdzić drugiego człowieka.
Na początku nie rozumiałam fenomenu tej książki. Nie była porywająca, ale mnie też nie odrzucała. Ostatnie rozdziały spowodowały, że pokochałam ją w całej okazałości. Od lekkości jakie dały mi pierwsze rozdziały, do łez jakie przyniosły ostatnie. Zwieńczeniem tego wszystkiego jest przepiękna okładka, która przedstawia na niebieskim tle, pomarańczowe pióro, lekko pozłacane w miedzianym odcieniu. Miłym dodatkiem jest drzewo rodowe, które widnieje na pierwszych stronach tej powieści.