|Recenzja| Miasto cieni by Ransom Riggs | ★★★ |

Autor: Ransom Riggs
Tytuł: Miasto cieni
Część: 2 z 3
Liczba stron: 460
Średnia cena: 35 zł

Ocena: ★★★


Ciężko było mi się zabrać za recenzję tej książki. Musiałam ogarnąć swoje otoczenie, żeby móc się w końcu skoncentrować nad czymkolwiek, ale w końcu mam dla Was co nieco o „Mieście cieni”.
Za nim zabrałam się za drugą część tej trylogii, natrafiłam na kilka opinii, które mówiły, że druga część jest o wiele lepsza od pierwszej. Ja jednak tak nie uważam. Gdyby nie ostatni 100 stron, pewnie bym zaliczyła tę serię jako „serie, których nie dokończę”. W Osobliwym domu urzekło mnie to, jak autor budował świat, zdjęcia oraz bohaterowie. W tej mi tego zabrakło… 
Nasi bohaterowie wyruszają w celu uratowania swojego domy oraz Pani Peregrine. Motyw dobry, tylko dlaczego nasze osobliwe dzieciaczki przez 300 stron muszą kręcić się dookoła? Gdyby nie przypadkowe spotkanie, akcje, zagadki i zdjęcia, to pewnie posłałabym tę książkę w diabły… Gdyby ktoś chciał, to mógłby śmiało przeskakiwać co 50 stron, a i tak wiedziałby o co chodzi. Akcja bardzo mi się dłużyła i gdyby nie totalne zaskoczenie, które miało miejsce pod koniec książki pewnie bym się poddała… 

O wiele bardziej podobałaby mi się ta książka, gdyby autor mógł odpuścić sobie ten romans Jacoba z Emmą… Na początku było to urocze, im dalej w las, tym bardziej jednak docierało do mnie, że nie mogą oni być razem, ale gdyby to nie wystarczało, to można powiedzieć, że była to ukochana jego dziadka. Czy to nie wystarczający powód, żeby sobie odpuścić? Przez ten ich romans miałam wrażenie, że odsunęliśmy się od innych bohaterów, którzy są również bardzo ciekawi. Chyba sobie upodobałam naszą małą Olive, która jest na okładce pierwszej części i drażni mnie, że nie wiem co się z nią dzieję, bo autor zdecydował opisać fakt, że Jacob patrzy na Emmę.


Skoro tak negatywnie ją odebrałam, to skąd taka ocena? Już tłumaczę.

Bardzo podobało mi się, że tym razem nasi bohaterowie poruszali się w miejscach, które każdy powinien chociaż znać. Przeskakiwali z jednej epoki w drugą i razem z nimi odczuwałam tę zmianę.

No i nasz ostatni rozdział. Ten, który zmusił mnie, żebym czytała dalej, jednak z małą przerwą. Nie ukrywam, ze tym razem zawiodłam się na autorze. Jednak on chyba sam wiedział, że przesadził z tym bieganiem i postanowił w ostatnim rozdziale dać odpowiedź na to, co na dobrą sprawę mogło wyjść wcześniej, gdyby nie oczywiste pomyłki bohaterów… Tak na dobrą sprawę to nie była to odpowiedź, ale dopiero zapowiedź tego, co będzie się działo w ostatniej części.
Jeśli więc nie spodobała Wam się pierwsza część i liczyć na to, że druga Was oczaruję, to możecie się zawieść… „Miasto cieni” to jedna wielka podróż z wpadkami, ganianiem za gołębiem i kilkoma niesamowitymi nowymi postaciami, które szybko odchodzą albo giną, a na sam koniec jedna wielka niespodzianka, która powoduję, że chcesz wiedzieć co będzie dalej, ale nie koniecznie doczytać do ostatniej strony.

|Recenzja| Osobliwy dom Pani Peregrine by Ransom Riggs | ★★★★✩ |

Autor: Ransom Riggs
Tytuł: Osobliwy dom Pani Peregrine
Część: 1 z 3
Liczba stron: 400
Średnia cena: 25 zł

Ocena: ★★★★✩


Czy kiedykolwiek ktoś przed snem opowiadał Wam bajki? Czy zdarzyło Wam się chcieć być odkrywcą, takim jak Krzysztof Kolumb? Czy nie raz usłyszeliście, że Wasze marzenie się nie spełni, że wszystkie opowieści to tylko głupie historyjki?
Tak właśnie poznajemy Jacoba Portman’a. Chłopca, który całe swoje dzieciństwo słuchał opowiadania dziadka o wsypie, o domu pełnym osobliwych dzieci i Ptaku, który sprawował nad nimi pieczę. Z biegiem lata zaczyna sobie uświadamiać, że wszystko co jego ukochany dziadek mu opowiadał było kłamstwem. Resztki nadziei podtrzymywały zdjęcia, które Abraham Portman mu pokazywał. Na każdym ze zdjęć widniała postać, przybrana rodzina dziadka. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby jedna dziewczynka nie unosiła się nad ziemią. Jakiś chłopiec dźwigał głaz, a inny był niewidzialny i tylko ubrania zdradzały jego osobę na zdjęciu. Jacob uznał jednak historie za bajki, a postacie, o których tak wiele słyszał i widział, za oszustwo. I tak przestał wierzyć dziadkowi. Do czasu, gdy stary Abe dzwoni to wnuka i mówi mu o potworach, które go ścigają. Dla świętego spokoju i z troski wnuczek jedzie do domu dziadka. Tam jednak znajduję go konającego, a na dodatek sam widzi potwora!
Tak pisze się początek naszej historii. Abe ginie, a Jacob postanawia podążyć śladami młodości dziadka i poinformować jego przyszywaną rodzinę o tej ogromnej stracie. Jednak okazuję się to nieco trudniejsze, niż mogłoby się wydawać…
Tę książkę przerzucałam już od kilku miesięcy, ciągle łapiąc za coś innego. Aż w końcu zobaczyłam jej piękne, oryginalne wydanie w księgarni. I tak o to pierwsze dwie części trafiły w moje ręce. Pragnę zaznaczyć, że jest ona nieco trudniejsza, niż np. Grey w oryginale. Tutaj nikt nie poskąpił na edycje oraz faktycznie miał dość duży zasób słów.
Pragnęłam ją skończyć jeszcze w starym roku, aby zakończyć mój Reading Challenge, no ale cóż… mam na to 2016 rok 😉
Ku mojemu zdziwieniu książka nie okazała się typowym horrorem, a z tego co pamiętam to w takim dziale ją znalazłam na początku ubiegłego roku. Dziwne dzieci, stary dom, tajemnica. Zakładałam, że będzie to typowa historia o nawiedzonym sierocińcu, a tu taka niespodzianka. Nie chcę Wam za wiele opowiadać historii, ale musicie mi zaufać, że jest naprawdę dobra. Sam autor opisał ją jako zaledwie drzwi do niesamowitego świata, a jeżeli inne części będą tak samo dobre jak ta, to już nie mogę się doczekać, aż je przeczytam. 
Bardzo podobają mi się przerywniki w postaci starych fotografii. Są upiorne, tajemnicze i smutne. Gdy autor opisuje nam jakąś postać, możecie być pewni, że chwilę później ją zobaczycie. To właśnie zdjęcia podniosły o pół gwiazdki moja ocenę. Doceniam fakt, że autor włożył ogromny wysiłek w poszukiwanie fotografii, które sumiennie spisał pod koniec książki, dodając informacje z czyjego zbioru one są. Podejrzewam, że czytałoby się znacznie szybciej, gdyby nie fakt, że moja wydanie ledwo się otwiera a literki są mniejsze niż jestem do tego przyzwyczajona.

Jeśli ktoś jest zainteresowany to radzę się spieszyć, bo w grudniu tego roku sam Tim Burton wypuści do kin ekranizację pierwszej części! Nie wiem czy kojarzycie tego reżysera, to właśnie spod jego rąk wyszły takie filmy jak: Edward Nożycoręki, Charlie i fabryka czekolady, Gnijąca Panna Młoda, itp. Jestem bardzo podekscytowana i już nie mogę się doczekać, a tym czasem podzielę się z Wami zwiastunem.