|Recenzja| Kindle by Amazon | ★★★★★ |

Na wstępie zaznaczę, że wszystko o czym tu piszę jest po dokładnie miesiącu użytkowania czytnika Kindle. 
Mój Kindle został zamówione 1 marca i dokładnie 5 dni później był u mnie. Pierwsze wrażenie? Ale mały! Nie wiem czego się spodziewałam, bo przecież wymiary urządzenia są podane wraz z jego wagą. Naoglądałam się również recenzji itp., a mimo to byłam zdziwiona. Czytnik jest mniejszy od zeszytu A5, dzięki czemu przyzwoicie trzyma się go w jednej dłoni. Kindle trafia do nas z około połową baterii, także od razu możemy go używać. Chciałabym powiedzieć coś na temat baterii. Producent obiecuję nam 8 tygodni bez potrzeby ładowania przy około 30 minutach czytania dziennie. Ja po raz pierwszy ładowałam go po około 2 tygodniach, gdyż na drugi dzień wyjeżdżałam i obawiałam się, że bateria się rozładuję w trakcie jazdy. Od tamtej pory minęły kolejne 2 tygodnie, a moja bateria sięga nieco niżej połowy. Dodam, że jest on ciągle podłączony do sieci Wi-Fi oraz że absolutnie nie czytam 30 minut dziennie. Łącznie w ciągu dnia może coś około 1-1,5 godziny, teraz gdy szał na czytnik nieco zmalał. 
Na Kindle trafiłam przypadkiem, przeglądałam Amazon.com, przeglądarka się zawiesiła i kliknęłam na reklamę. Na początku wyśmiałam czytnik. Nigdy nie czułam potrzeby pochłaniania książek, ale jeśli już miałam coś przeczytać to wolałam w dłoniach papier. Kto z nas nie lubi zapachu książek? Wspomniałam o Kindle narzeczonemu. I tak od słowa do słowa zaczęłam dostrzegać plusy. Posiadam maleńki pokoik, w którym nie mam regału na książki. Czytnik mieszczący tysiące książek brzmi naprawdę ciekawie. Kolejną zaletą było to, że ceny ebooków są o wiele tańsze. Mówię tu raczej o książkach w obcojęzycznych, gdyż polskie ebooki różnią się ceną od papierowej wersji o około 5 zł. Może to dlatego nigdy nie myślałam nad czytnikiem ebooków?
Zaczęły się dyskusje na temat tego czy Kindle czy tablet. Moja przygoda z tabletem i czytaniem na nim książek skończyła się tak szybko jak zaczęła. Moje oczy były mi za to bardzo wdzięczne. Mój TŻ dodał również, że z tabletem i powiadomieniami nie przeczytam nawet strony. To fakt, zaraz byłoby, że Jan Kowalski zdobył nowy poziom w jakiejś grze, Anna Nowak obchodzi dzisiaj urodziny, a członek rodziny dodał jakieś zdjęcie. Uznałam, że prostota Kindle jest w tym przypadku błogosławieństwem. Niestety jestem biedną uczennicą technikum, która ostatni grosz wydaje na jakieś bzdury i uzbierania 327 zł, bo około tyle kosztuję czytnik (£59.00), graniczy z cudem. To tutaj właśnie mój ukochany postanowił, że podaruję mi Kindle z okazji Dnia Kobiet. Chwała mu za to! Na dodatek w celu rozpieszczenia mnie (albo ograniczenia kosztów w przyszłości) dostałam wersję tzw. Without Special Offers. Przyznam wam, że nie miałam pojęcie o co w tym chodzi, aż poczytałam trochę na ten temat. Jest to funkcja, która powoduję, że nasz czytnik nie będzie wyświetlał reklam w stanie uśpienia oraz na dole ekranu podczas poruszania się po naszej bibliotece. Innymi słowy nie jesteśmy naciągani na inne pozycje. W zamian za to nasz czytnik wyświetla różne grafiki w czasie uśpienia. Nie możemy ustawić własnego wygaszacza.
Idąc dalej. Kindle nie posiada polskiego menu. Jednak obsługa tego urządzenia jest tak prosta, że po 5 minutach z tym urządzeniem jesteście w stanie zrobić wszystko co jest wam potrzebne. Sama pomagałam przy obsłudze niemieckiego Kindle, a możecie mi wierzyć, ja i niemiecki… to po prostu dwa różne światy. Kindle udostępnia nam możliwość z korzystania z dwóch słowników języka angielskiego, dzięki czemu możemy sprawdzić co dane słowo znaczy tylko klikając na nie. Ta opcje jest dostępna bez połączenia z siecią Wi-Fi po wcześniejszym dodaniu ich do biblioteki. Czytnik oferuje nam również prostą przeglądarkę, która pozwala nam przeglądać strony internetowe, możliwość udostępnienia naszych ulubionych cytatów na portalach takich jak Facebook oraz Goodreads, tworząc w tym samym czasie plik z dokładnym opisem kiedy i skąd pochodzi dany cytat. Plik można odczytać na komputerze po podłączeniu Kindle do niego przez kabel USB (ładowarka). Pewnie powinnam była o tym wspomnieć na samym początku ale wraz z Kindle trafia do nas zwykły kabel USB, niestety nie znam się jaki to jest dokładnie. Nic więcej nie znajdziecie w pudełku oprócz kartki jak uruchomić czytnik, chociaż przy jednym guziku nie jest to zbyt trudne do odgadnięcia.
Kindle oferuję nam mnóstwo darmowych pozycji, kilka opcji dla rodziców, dzięki czemu ich pociechy nie zaszaleją na ich koszt. Przyznam, że odkąd mam czytnik to pochłaniam książki jedną po drugiej. W marcu przeczytałam 9 książek. Nie jestem pewna czy przeczytałam kiedyś tyle w pół roku. Jak wspomniałam nigdy nie ciągnęło mnie do książek, ale również nie parzyły mnie w dłonie. Wydaję mi się, że jest to świetne rozwiązanie dla dzieci, które chcemy zachęcić do czytania, dla osób, które lubią podróżować i nie mogą zdecydować, którą książkę zabrać, albo nawet dla osób, które żyją książkami i już nie mają na nie miejsca w domu. Rozumiem, że nie jest to papier, że nie czuć tego zapachu, który uwodzi moli książkowych, ale nadal uważam Kindle za świetne rozwiązanie. Nie ukrywam, że wśród moich bliskich i znajomych jestem jedyną z niewielu osób, która naprawdę lubi czytać książki w języku obcym. Zdecydowanie to one ciągną mnie do siebie, a możliwość pobrania ich w mniej ni minutę jest naprawdę genialna. Nigdy nie myślałam, że będę tak szybko czytać książki, że dojdę do momentu, kiedy nie jestem w stanie znaleźć czasu na opowiedzeniu o nich na blogu. A jak już ostatnio wspomniałam jestem sporo do tyłu z recenzjami i czytam dalej.
Dla osób, które są zainteresowane, a nie wiedzą, po którą wersję sięgnąć. Ja posiadam podstawową wersję  2014 roku, bez reklam. Widziałam też wersję Paperwhite. Różnice? Mój nie ma podświetlanego wyświetlacza, co oznacza, że bez naturalnego światła nic nie widać – tak jak przy czytaniu normalnej papierowej książki. Paperwhite posiada natomiast podświetlany ekran, który można dostosować w zależności od potrzeby. Oba czytniki korzystają z E-ink, czyli ”atramentu”, który imituję książkę, przez co nasz wzrok się nie męczy.
Jeśli mam być szczera to jedyny minus, który długo mnie dręczył to cena pokrowców. Skoro już mam Kindle to chcę go zabierać ze sobą jak najczęściej, nie zależnie od warunków. Dlatego uważam, że cena około $16 (60zł!), a nawet wyższa to nieco za dużo. W końcu można kupić nie oryginalny pokrowiec o wiele taniej, lub nawet samemu coś wymyślić. Ja swój pokrowiec wykonałam kilka dni temu z filcu (całkowity koszt 10 zł + igła, nici, guziki). Zajęło mi to 1,5 godziny podczas oglądania filmu. Łatwe i przyjemne! Tutaj macie grafikę na, której się wzorowałam. 

Podsumowując uważam, że Kindle jest naprawdę super rozwiązaniem. Jest wydatkiem, ale widząc osoby, ze starą wersją czytnika, stwierdzam, że jest to inwestycja na lata. Czytnik z pewnością przyniesie sporo radości (tylko pamiętajcie o sprawdzaniu baterii!). Gdybym mogła jeszcze raz wybrać prezent z okazji Dnia Kobiet z pewnością padłoby na Kindle. Mam cichą nadzieję jednak, że opcja Kindle Unlimited ruszy i w Polsce, co pozwoli nam na koszt $9.99 miesięcznie na korzystaniu ze świetnych ofert, darmowych pozycji, premierowych wydań oraz biblioteki. 
Przechodząc do oceny…

Z czystym sumieniem daję: